IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Victor Cornelius Tarver - 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Victor Cornelius Tarver - 16    Sob Kwi 25, 2015 11:12 pm

To miejsce przypomina prowizoryczny pokój.
Drzwi zaopatrzone są w specjalny wizjer dla personelu, oraz zablokowaną od zewnątrz niewielką klapkę, przez którą można podawać posiłki w plastikowych miseczkach oraz na talerzykach. W oknach kraty.
Zmieściłyby się tu dwa szpitalne łóżka, jednak w chwili obecnej nie przebywa tu nikt poza Victorem - dlatego pozostawiono mu tylko jedno.
Przy wspomnianym znajduje się zaopatrzona w szuflady szafka nocna.
Leży w niej kluczyk do mieszkania. Do czyjego? To nie ma znaczenia.
Jest tu też szafa na ubrania oraz biurko z zeszytami pełnymi notatek i zapełnionymi szkicownikami, a przy tym wszystkich sponiewierane krzesło.
Na półkach nie ma żadnych książek, ani specjalnych rzeczy osobistych.
Pomieszczenie zachowane w stonowanych, biało - szarych kolorach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Error
Page Not Found

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 29/03/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Nie Kwi 26, 2015 1:31 am

Mówiłem do Ciebie długo i głośno. Byłem zbyt podekscytowany Twoimi reakcjami, by przypomnieć sobie jak słabo mnie słychać. Dlatego też, kiedy pełen przejęcia i krwi buzującej w moich wyimaginowanych żyłach życzyłem sobie, byś był niemiły, a Ty jak tresowane szczenię odwdzięczałeś się brutalnością słowa – miękły mi kolana, zaś dreszcze maszerujące równym tupotem po kręgosłupie drażniły mnie tysiąckrotnie bardziej. Oto bowiem jawiłeś mi się jako wybawienie z długiej wegetacji. Zarówno Twoje niesamowite spojrzenie jak i zwyczajność zachowań były dla mnie fascynujące w równym stopniu, więc nigdy, przenigdy nie zaryzykowałbym próbą niedocenienia jakiegokolwiek Twojego waloru. W końcu pośród całej tej ślepej ignorancji Ty jeden zdawałeś się chociaż w minimalnym stopniu reagować na moją obecność.

To było jak słodycz cukierka, którego nigdy nie miałem w ustach. Jak ulubiona bajka transmitowana po raz pierwszy po dwuletniej przerwie, kiedy to trzeba było zadowalać się słabymi zamiennikami w postaci bezpłciowej masówki. Chociaż wśród feerii zebranych w jednym miejscu ludzi nie odznaczałeś się tak bardzo jakbyś mógł – dla mnie byłeś coraz bardziej idealny. Z każdą sekundą, z każdym kolejnym uderzeniem Twojego serca pożądałem Twojej uwagi kierowany głodem tak ciężkim, że zmuszał mnie do przerw w mówieniu.

Ważyłem wtedy już dobre 16 kilo oczekiwania na kolejny cud.
Victorze, nie wiem czy jesteś tego świadom, jednak cudem, którego tak usilnie wyglądałem jesteś właśnie Ty. Nie chcę Ci tu niepotrzebnie schlebiać, nie staram się być miły na pokaz. Jednak, choć tylko troszeczkę, odegnałeś ode mnie wżerające się w substytut mózgu pragnienie obgryzania ścian z tynku i wyjadania z misek tego, czego nie byłem w stanie. Nigdy się tego nie dowiesz, lecz głodny draugar jest jak człowiek z pewnym stężeniem krwi w narkotykach. Możemy wydawać się nieracjonalne, jednak chyba byłbyś łaskaw wybaczyć nam to wiedząc, że zbliżamy się do końca swojego istnienia, prawda?

***

Stałem pośrodku pokoju wpatrując się w ciemniejące cienie prześlizgujące się po nagich ścianach. Imitacja świata rzeczywistego, którego was pozbawili była dla mnie jedyną stałą, dlatego doceniałem każdy jej element. Natchniony, zupełnie wydarty z konsekwencji mojego stanu ściszałem głos plotąc długie historie odnośnie naszej przyszłości. Już wtedy wiedziałem jak  się rzeczy mają, już wtedy gotowałem się na sukces. Mrucząc kołysanki o czasach, które jeszcze nie nadeszły wpatrywałem się w Twą zalegającą na łóżku postać i nie rozmyślałem nad niczym innym prócz lichej teraźniejszości. Nie umiem tego ubrać w odpowiednie słowa, wtedy jednak przed oczami przelatywało mi tak wiele określeń, że gubiłem się w językach. Zbliżałem się na paluszkach, jak gdybym bał się spłoszyć sarnę skrywającą się w lesie utkanym z Twej uwagi. Nie mogłem Cię jeszcze dotknąć tak samo jak Ty nie mogłeś dostrzec mojej obecności, chociaż już wtedy wiedziałeś, że coś jest nie tak, prawda?

Victorze, jesteś mądrym człowiekiem i ja to doceniam. Kiedy zbliżyłem się na tyle blisko by móc stłumić pomruk do cichego szeptu, Ty drżałeś jakbyś spodziewał się koszmarów, których jeszcze nie wymyśliłem. Nie wiem czy to od zimna, czy może od mojego głosu, jednak śmiało mógłbym nazwać radością wszystko to, co wtedy ogarniało mą wątłą sylwetkę. Zacisnąłem palce na poduszce pod Twoją głową i patrzyłem na gasnące od nadchodzącego snu spojrzenie. Trwałeś jeszcze przy ostatkach świadomości, kiedy ja kończyłem piękne zdanie.

Usłyszałeś mnie dopiero, gdy zamilknąłem.

Wstyd przyznać, lecz nie jestem i nie byłem tym, kogo mógłbyś się spodziewać wśród grobowca wyizolowanej dla Ciebie przestrzeni. Twoje małe królestwo – wcale ciasna cela naznaczona Twym zapachem i artefaktami Twych upodobań. Podobała mi się tak samo jak prostota korytarza przed pokojem i blady prostokąt mocnych drzwi oddzielający jeszcze tylko Twój świat od reszty. Musiałem Cię przestraszyć, prawda? Nie co dzień doświadcza się towarzystwa w porze wysoce do tego niedopasowanej. Odchyliłem się do pełnego pionu i ustałem jak kat nad dobrą duszą dając Ci przestrzeń odpowiednią do nabrania powietrza w płuca. Nie wiem ile zapamiętałeś z mojego monologu, ja bowiem już nie znałem słów, których używałem chwilę wcześniej. Oczekiwałem jednak reakcji adekwatnej do prawdopodobnego szoku wpływającego na nieotępione chemicznie ciało.

Nie musisz się martwić – każdy krzyczy, a ja nie oceniam. Dla mnie zarówno wystraszony jak i pewny siebie jesteś prezentem, którego rozpakowania oczekuję z niecierpliwością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Nie Kwi 26, 2015 1:06 pm

Szczerze nie raz zastanawiałem się nad tym, czy miejsce w którym w tym momencie przebywam rzeczywiście jest tym, w którym wyzionę za sprawą faszerującego mnie lekami personelu ducha. Nad ranem na czczo zazwyczaj dostawałem dwie tabletki; jedna żółta, okrągła i gorzka a druga dla odmiany pozbawiona smaku. Podłużna, pośrodku mająca wgłębienie, umożliwiające przełamanie. Popołudniu przynosili tylko jedną, ale to po niej bywałem najbardziej otępiony. Gdy jestem w stanie wcześniej wspomnianym, nie powinno się do mnie w ogóle odzywać, bo siłą rzeczy nie mogę skupić się na skleceniu racjonalnej odpowiedzi. Wszystko mnie drażni. Pielęgniarki dokładnie sprawdzają czy wszystko połknęliśmy, otwierając nam na siłę usta jeśli nie chcemy współpracować, ale ja znalazłem rozwiązanie – zdarza mi się pod pretekstem wyjścia do toalety, wymiotować.
Mam nadzieję, że kolacja zrekompensuje mi stracenie obiadu.

Proszę.
Nie mów nikomu o tym, o czym Ci teraz wspomnę, ale zdarzają się tu także przyjemne momenty. Na przykład takie, w których uda mi się schować przynajmniej dwie tabletki więcej. Na później! Zdarzało mi się nakłaniać wszystkich do tego, żeby zaryzykowali karaniem a wspomniane mają tu naprawdę nieprzyjemne – powiedziałbym z ręką na sercu, że sadystyczne oddając mi własne porcje. Muszę się przyznać do tego, że mi czegoś w życiu brakuje. A gdyby tak dać sobie w żyłę.
Ktoś mi ostatnio opowiadał o tym, jak to się robi. Podobno jest to niewyobrażalnie przyjemne. Zabawne w tym wszystkim jest to, że kojarzy się z zupełnie niewinnym dawaniem zastrzyku. Coś takiego ma swoją cenę, ale niektórzy szczęściarze mogą sobie na to pozwolić. Niezmiernie im tego zazdroszczę, jednak wizja tego, że musiałbym się któremuś z personelu a najlepiej jednemu z lekarzy nadstawiać w zamian za chwilę przyjemności sprawia, że automatycznie mi się odechciewa.

Prawie Cię nie słyszałem. Nie mamrocz. Głośniej. GŁOŚNIEJ.

Wydawało mi się, że usłyszałem coś na pozór przypominającego rozbudowany monolog. Musiało mi się przesłyszeć ponieważ na korytarzu, w momencie w którym wracałem do miejsca potocznie nazywanego prywatnym pokojem, nie było już nikogo poza mną. Czyżbym zaczynał tracić zdrowe zmysły? Przydałyby mi się jakieś tabletki uspokajające. Powtarzałem sobie w myślach, że to co spostrzegłem jeszcze chwilę temu kątem oka w ciemnościach w rzeczywistości nie miało prawa bytu. Było tylko moją popieprzoną wyobraźnią. Zająłem się przygotowywaniem do snu mając nadzieję, że ten ukoi wszelkie niepotrzebnie wywoływane przez podświadomość nerwy, pozwalając zapomnieć o wszystkim. Potrzebowałem sił aby przebrnąć przez następny dzień który także nie zapowiadał rewelacji większych od tego, że na obiedzie na pewno zagości marchewka. Przedwczoraj też była! Marchewką się nie gardzi.

Ile razy ją jeszcze na talerzu zobaczę? Wszystko jest bez smaku.  

Wywarłeś na mnie piorunujące wrażenie.
Nigdy więcej nie będę bluźnił na marchewki. Przepraszam. Nie mogłem powstrzymać się od szybkiego machnięcia przed sobą dłonią, jak gdybym chciał Cię od siebie czym prędzej odgonić. Nie byłem w stanie wykrztusić ani jednego sensownego zdania, zbytnio skupiając się na własnym wręcz panicznym oddechu i mocnym biciu serca które jak podejrzewałem, słyszałeś aż za dobrze. Często pewnie prawili Ci komplementy – że jesteś w robieniu TYCH rzeczy niemożliwie dobry. Jedynie zająknąłem się nierozpoznawalnym przekleństwem, nim nie przysłoniłem warg. Dreszcz mnie sparaliżował. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek zareagował w ten sposób. Wydaje mi się, że jesteś jedynie postacią wykreowaną ze szczątków mojej wyobraźni. To koszmar? Strach w tym przypadku wydaje się być surrealistyczny. Ale nie mogę nad nim zapanować. Nie mogłem w porę powstrzymać się od zadania tego jakże żałosnego pytania.

- Umarłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Error
Page Not Found

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 29/03/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Nie Kwi 26, 2015 2:46 pm

Zabawne, ze w chwili kiedy możecie zadać każde znane ludzkości pytanie, wy koncentrujecie się na jednostce życia i zastanawiacie, czy to może już wasza pora. Wyobrażacie mnie sobie jako kostuchę bez płaszcza w zubożonej wersji graficznej i z przestrachem oczekujecie, aż potwierdzę wasze obawy. Przykro mi się robi w tym momencie, bowiem nie mogę wam przytaknąć, nie mogę skraść waszego cennego daru. Nie obraziłem się jednak na Ciebie, nie jest przecież Twoją winą, że odczuwasz wciąż jako człowiek. Uczucie strachu czy dezorientacji wpisuje się w kanon waszych zachowań zaskakująco dobrze, płynnie zmieniając formę z paniki po zainteresowanie. Przeistacza się, ścieśnia i puchnie, by nabrać ostatecznego kształtu w głębi waszego spojrzenia. Ty, z całym swoim wachlarzem wcześniejszych, przykrych doświadczeń, potraktowałeś mnie jak sen na który się nie przygotowałeś. Jedyne, co mogłem w tej chwili zrobić to współgrać z taktem, jaki wybijał spanikowany ptaszek zamknięty w Twojej klatce z żeber.

- Mogę się mylić, ale nie wyglądasz na takiego. Jeżeli odczuwasz potrzebę, Victorze, możesz sprawdzić jak to jest być martwym i opowiedzieć mi o wrażeniach.

Odsunąłem się jeszcze o krok, zaś moje stopy z zatrważająco głośnym jak dla mnie mlaśnięciem wtuliły się w zimną podłogę. Muszę od nowa zaznajamiać się z uczuciem dźwięku. Do tej pory słyszałem jedynie siebie, więc i dla mnie jest to coś nowego. Nie starałem się wyglądać na zbłąkanego pacjenta szukającego pomocy. Już nie musiałem, prawda? Widziałeś mnie, ja widziałem Ciebie. Ty się bałeś, ja się skrycie cieszyłem i kontemplowałem piękno chwili, która właśnie trwała. Zauważyłeś? W momencie, kiedy ja stałem w cieniu, Ty siedziałeś w pełnym blasku księżycowego światła przenikającego przez małe szybki okien. Nie było tego wiele, jednak wystarczyło na tyle, bym mógł rozluźnić ramiona i odetchnąć.

Nigdy nie próbuj zatrzymać czegoś, co już ruszyło.

Dałem Ci wystarczająco dużo czasu, byś mógł się otrząsnąć z pierwszego szoku. W moim mniemaniu i tak zawsze robicie to za długo, nie zdaję sobie nawet sprawy z tego jak wielkim egoizmem odznaczam się w swoich subiektywnych opiniach. Mankamenty mojego rozumowania kryłem za cierpliwością i spokojnym, monotonnym tonem, kiedy przemawiałem do Ciebie po raz drugi.

- Nie będę uprzedzać Twoich pytań, bo wiem jak bardzo lubicie je zadawać. Mimo to, nie – nie śnisz. Jesteś jak najbardziej trzeźwy i nie wydaje Ci się, że tu jestem. Jestem tu naprawdę.

Drapieżny uśmiech wpełzł mi na dziecięcą buzię i rozgościł się w dostatku miejsca. Lubiłem moment, w którym skonfundowanie przechodziło w kolejny etap rozwoju, zaś oddech wyciszał się i jedynie machinalne ruchy klatką piersiową świadczyły o waszym kurczowym trzymaniu się życia. Gadzim spojrzeniem zza nieruchomych powiek śledziłem każdy Twój ruch, każde drgnięcie. Zapomniałem już o tym, że powinienem mrugać. Tak dawno nie byłem materialny, że ludzkie nawyki przestały być dla mnie czymś oczywistym.

W pewnej chwili przytknąłem palec wskazujący do warg i milcząco nakazałem Ci zachowanie ciszy. Moja podekscytowana mina zdradzała chyba, że nie jest to tylko kaprys. Zaraz za drzwiami dało się słyszeć ciężkie kroki kogoś, kto miał za zadanie pilnować spokoju i porządku. Jak myślisz, Victorze, co by zrobił gdyby usłyszał, że rozmawiasz w środku nocy do samego siebie?

Jak bardzo byłbyś bezpieczny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Wto Kwi 28, 2015 12:54 pm

Najniestosowniejszym zachowaniem z mojej strony, przede wszystkim było to gdy zaciskałem nerwowo wargi w podłużną linię, aby powstrzymać się przed wyrzuceniem większej ilości pytań - że wstyd było mi otwarcie przyznać się przed Tobą do tego, że Twoja obecność wyraźnie wzbudzała we mnie wciąż utrzymujący się na wysokim poziomie niepokój. Chociaż z odwiedzin powinienem niezmiernie się cieszyć, Twoje pojawienie się, nie wywoływało uśmiechu na mojej twarzy. Naprawdę, chciałbym podzielać podekscytowanie którym się wykazywałeś, jednak to pozostawało jednostronne gdyż sam mimo chęci, oscylowałem pomiędzy dezorientacją a wyraźnym rozbudzeniem, spowodowanym przerażającym kontaktem z czymś, przypominającym omamy.

- Mogę o coś zapytać? Czego chcesz? Skąd znasz moje imię? Kim jesteś? Zjawą? Duchem? Udowodnij, że naprawdę istniejesz.

Pokręciłem głową a nawet schowałem twarz za dłońmi spoglądając spomiędzy szczelin palców, aby upewnić się, że w momencie podjęcia odpowiednich kroków nie wyparujesz pozostawiając mnie wraz z niedokończonymi przemyśleniami, związanymi z zetknięciem się z Twoimi nieruchomymi, obserwującymi mnie oczyma. Nie było to nic osobistego względem samego Ciebie. Powątpiewałem.

Gdy usłyszałem ciężkie kroki należące najprawdopodobniej do tego członka personelu, z którym najmniej chciałbym mieć w tym momencie wspólnego - miałem ochotę czym prędzej zerwać się z łóżka i poprosić o pomoc w usunięciu uciążliwego problemu, którego imienia jeszcze nie poznałem.
Im dłużej wpatrywałem się w czeluście ciemności, tym mocniej przypominałeś coś więcej niżeli monstrum, szczerzące się od ucha do ucha. Zachowywałeś się tak, jak gdybyś doskonale wiedział, że gdy tylko mężczyzna znajdzie się pod drzwiami sali w której razem przebywamy, nasłuchując nieadekwatnych do snu mamrotań; posłusznie zamilknę, nie wypowiadając ani jednego słowa.
Jeszcze o tym nie wiedziałem, ale w wielu kwestiach miałeś nade mną przewagę. W tym momencie wiedziałeś o mnie więcej, niż ktokolwiek przebywający na terenie szpitala. Przełknąłem nerwowo ślinę, zalegającą w ustach zastanawiając się nad nie do końca normalną sytuacją. Nie rozumiałem, dlaczego wybrałeś sobie na tę dzisiejszą noc mnie do zabawy.
Nie wyróżniałem się na tle innych pacjentów niczym szczególnym.

- Dlaczego tym razem przyszedłeś po mnie?

Nie mogłem zaoferować Ci czegoś naprawdę atrakcyjnego, a Ty mimo wszystko nie odstępowałeś mnie. Powinieneś się mną znudzić, czym prędzej odejść uznając, że nie było to warte straty cennego czasu. Szeptałem ostatnie pytania w obawie o to, że usłyszy ktoś jeszcze poza nami. Czasami próbowałem odwrócić od Ciebie wzrok nie mogąc znieść Twojego, który tak uparcie wwiercał mi się w duszę do tego stopnia, że aż mnie gdzieś tam bolało od myśli, że lustrujesz każde nawet najmniejsze mrugnięcie jak gdyby niezmiernie Cię to ciekawiło. Niezręcznie mi było, ale to nie dlatego, że to byłeś Ty bo przecież nie darzyłem Cię specjalnymi względami a to ponieważ przedtem nie poświęcano mi aż tyle uwagi, jaką poświęcałeś mi Ty. Przestań. To mnie frustruje.
Mimochodem wracałem do Ciebie wzrokiem, aż w końcu wyciągnąłem w Twoim kierunku dłoń. Ale stałeś zbyt daleko, żebym mógł nadal przebywając w łóżku dotknąć tego, co wydawało mi się być wyjątkowo niematerialnym. Obawiałem się tego, że odgryziesz mi tymi zębiskami całą dłoń.
Wyglądałeś paskudnie. Ale teraz... Przestało mi to przeszkadzać. Starałem się skupiać nie na tym, jak w rzeczywistości wyglądasz a Twoich słowach. One były w tym momencie najważniejsze.
Czasami na myśl przywodziłeś mi ostatniego sponiewieranego psa w schronisku, którego zamierzano uspać ponieważ wyglądał tak źle, tak strasznie a przy tym szczerzył się nieprzyjemnie do tego stopnia, że żaden człowiek nie miał ochoty się nim zaopiekować ani nawet nakarmić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Error
Page Not Found

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 29/03/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Sob Maj 02, 2015 12:26 pm

Nie musisz tego wiedzieć, jednak Twój lęk i niepokój są oznaką tego, że pomimo wszelkich przeżyć i niedogodności wciąć gdzieś tam głęboko w Twoim umyśle gnieździ się najbardziej umowna normalność ze wszystkich. Odruchy, które mogły napawać Cię konsternacją, a na późniejszym etapie i wstydem ukazywały, że specjalny jesteś jedynie do pewnego stopnia – poza nim byłeś taki jak reszta. Jak cudownie dla Ciebie, Victorze, jesteś zdrowy! Moje podekscytowanie było, jest i będzie czymś odosobnionym, pomimo bowiem iż znam nawyki Twojego gatunku, nie są one moimi. „Mnie” jest więcej, Victorze. Więcej niż mógłbyś się spodziewać i gdyby chcieć opisać to dokładniej… Wyobraź sobie wielkie akwarium z kolorowymi rybkami. Stoisz i pukasz palcem w szybkę, a raz na jakiś czas jedna z rybek ruszy w Twoim kierunku małym, czarnym oczkiem. Zgadnij, kto jest Tobą, a kto jest rybą.

- Co za niemądre pytanie, Victorze. Usłyszałem je. Przecież każdy zwraca się tu do Ciebie po imieniu, prawda? – Prawie niezauważalnie przekrzywiłem głowę w bok. Ledwie kilka stopni zmiany starczyło, bym mógł spoglądać na Ciebie z nowej perspektywy. – Byłem Twoim cieniem, będę Twoim problemem. Sam musisz zdecydować o tym, kim jestem teraz.

Dla mnie było to proste. Nie był to pierwszy raz kiedy musiałem się przedstawić, dlatego słowo „draugar” wypadło z mojego słownika już dawno temu. Nawet jeżeli tylko podświadomie, boicie się brzmienia tego co jest dla was nowe. Kiedy tracicie kontrolę, nagle odczuwacie przemożną potrzebę powrotu do dawnego bezpieczeństwa, dlatego odcinacie się od wszystkiego, co go mąci. Ja jestem jak płaski kamień rzucony na taflę. Mogę i chcę zburzyć jej spokój, dlatego byłbym pierwszą rzeczą, którą byłbyś skłonny pożegnać. Jako, iż nie mogę do tego dopuścić, pozwalam Tobie dyktować warunki i nazywać to, czego doświadczasz po raz pierwszy.
Wsłuchałem się w cichnący odgłos ciężkich butów. Z ukosa zerknąłem w kierunku drzwi pewny, że szczęt otwieranego zamka nie zburzy napięcia, które pomiędzy nami zapanowało. Mogę to powiedzieć już na starcie – jesteś bardzo grzecznym chłopcem, kiedy nie czujesz się pewnie. Wzniosłem sylwetkę do pionu osadzając ciężar na piętach. Spuściłem obie ręce wzdłuż tułowia sytuując je na skraju ciała. Podekscytowanie nie ustępowało miejsca żadnej innej emocji, ciągle bowiem nie mogłem wyzbyć się wewnętrznej gorączki z tytułu rozmowy z Tobą. Jeszcze przez długi, długi czas Victorze nie będziesz w stanie mnie uspokoić.

- Tym razem? Victorze, ja jestem przy Tobie już od dawna. Dzisiejsza noc nie jest ani owocem mojego kaprysu, ani przypadkiem. Dziś po prostu otworzyłeś oczy.

Kłamałem. Dziełem przypadku był fakt naszej małej, jeszcze niezobowiązującej konwersacji. Tego też nie musisz wiedzieć, ale to mógł być ktoś inny. My szepczemy do ucha każdemu osadzonemu w murach szpitala, dostrajając się do indywidualnych potrzeb i wymagań. To, kto i kiedy nas usłyszy nie jest zależne od nas samych, a jedynie od tego jak bardzo WY poczujecie się samotni. Otworzyłeś się na mnie, Victorze, a to uczyniło mnie najszczęśliwszą istotą w obrębie całego szpitala. Krzyczałem, szeptałem, jęczałem i płakałem Ci wprost do ucha, jednak nie byłeś moim jedynym odbiorcą. Draugaury bowiem poza wszystkim co dla nich charakterystyczne żywią się nadzieją na to, że zostaną zauważone.
Jedno spojrzenie na wyciągniętą dłoń wystarczyło mi do poprawnej interpretacji Twojego niemego rozkazu. Tak, Victorze, nie musisz prosić. Wystarczy, że zaczniesz oczekiwać, a ja zareaguję. Chociaż nie umiem czytać w myślach, jakby instynktownie odpowiedziałem obnażeniem kołnierza zębów i powolnym, acz zwartym krokiem w Twoim kierunku. Dobrze, przyzwyczajałeś się i właśnie o to mi chodziło. W momencie, kiedy zaakceptujesz mnie w pełni nie będzie już dla Ciebie powrotu.
Powoli dobrnąłem w zasięg Twojej dłoni i tam osiadłem na dłużej pozwalając Ci znowu zdecydować, na co masz ochotę. Nie było we mnie ani ufności, ani zawahania. Tak samo jak ja nie mogłem skrzywdzić Ciebie, tak i Ty nie mogłeś mi niczego zrobić. Nie odczuwam bólu, nie umieram od ran. Wszystko, co od tej chwili uczynisz względem mnie będzie jedynie imaginacją zakotwiczoną w głębi Twojej głowy, dlatego nie mogę pozwolić sobie na ostrożność. Uczucia typowo ludzkie skorelowane z waszą wrodzoną podejrzliwością były i będą mi obce jak psu pojęcie religii.
Wyprostowany jak struna, ze spojrzeniem wbitym w Twoje tęczówki poddawałem się wszystkiemu na co nabrałeś ochoty. Widzisz? Nie gryzę, chociaż mam predyspozycje. Nie łapię za rękę i nie wyrywam jej ze stawów. Pomimo nieciekawej prezencji jestem jedynie niegroźnym króliczkiem pochwyconym w szpitalne sidła. Nie mogłeś tego ocenić? Ręka przeleciała Ci jak przez mgłę, nie napotkałeś oporu. Dojrzałem zdziwienie i kolejną falę niepewności, chyba naszła Cię chęć na kolejne pytania. Chciałbyś więcej? Dopiero kotwiczę się w Twoim świecie, wszystko następuje tu bardzo powoli. Zgodzisz się – osiądę na stałe. Póki co jednak muszą Ci wystarczyć oczy.

- Chcesz mnie dotknąć, Victorze?


// wybacz zwłokę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    Pią Maj 08, 2015 10:51 am

Muszę przyznać się do tego, że zadziwiało mnie to, że z taką lekkością niespiesznie wypowiadałeś następne zdania jak gdyby wokół nie było żadnego zagrożenia – chociaż sam wydawałeś się takim być. Odpowiadałeś na wszystkie moje pytania nie ignorując wymijaniem tematu ani jednego.
Doceniłem. Mimo wszystko przeraziło mnie to, że wszystko wraz z przypadkowym poznaniem mego niesławnego imienia którego nie chciałbym, żeby znał jakikolwiek potwór o równie pokaźnym uzębieniu co Twoje zaczyna składać się w całkiem logiczny, wyraźny obraz Twojej potwornej świadomości o istnieniu niepozornego człowieczka – którym byłem.
Czasem zastanawiałem się nad tym, ile czasu gdy Cię nie zauważałem krążyłeś tuż przy mnie przekraczając wszelkie granice prywatności. O których najpewniej nigdy przedtem nawet nie słyszałeś, na co wskazywało bezceremonialne zakradnięcie się do skromnego azylu, w którym zamykałem wszystkie swoje prozaiczne łzy, lęki wraz z irracjonalnymi przeświadczeniami o tym, że psychicznie nie wytrzymuję presji jaką wywierał na mnie nieprzyjemny personel.

- Czy to znaczy, że skoro wiedzę Cię teraz... Zawsze będę Cię widzieć? Codziennie? Ktoś jeszcze może Cię zobaczyć? Albo usłyszeć.

Nie spowiadałem się ze swoich przemyśleń psychologom, przyjaźnie uśmiechniętym lekarzom ani nawet pacjentom z tego, co mogłoby danego dnia mnie drażnić. Zazwyczaj wszystko opowiadałem ogołoconym ścianom wiedząc, że te w żaden sposób nie ocenią, nie wyszydzą tylko wysłuchają wszystkiego końca nie proponując żadnych nierealnych rozwiązań. Żałowałem. Spojrzałem na Twoją twarz, jak gdybym szukał w niej odpowiedzi na to, czy Ty aby przypadkiem nie słyszałeś tych kilku zdań, za które teraz powinienem ugryźć się w język. Mam nadzieję, że nie podsłuchiwałeś mnie ostatnimi tygodniami. Wiedziałbyśo tym, że chociaż z zewnątrz okrywała mnie twarda skorupka, chroniąca przed nieprzychylnymi spojrzeniami tudzież samymi uwagami, zdarzało mi się niejednokrotnie szarpnąć na własny żywot – jak gdybym się śmierci nie bał.

Mógłbym porównać Cię do wcześniej wspomnianej, wyglądałeś zdecydowanie realniej od tej starej kostuchy, którą przedstawiano w odrealnionych filmach, o której się tyle nasłuchałem historii.
Szukałem dla Ciebie odpowiedniej nazwy. Szaleństwo.

- Rozpływasz się! Nie ma żadnego sposobu na to, żebym mógł to zrobić. A jeśli jakiś się znajdzie to na pewno zadziała w obie strony.
Co może sprawić, żebyś to Ty mnie mógł dotknąć?


Słyszałem jednostronne rozmowy osób które upierały się przy tym, że podążają za nimi nieludzkie postaci namawiające do mówienia lub robienia rzeczy, na które normalnie nie mieli ochoty. Jeszcze do niedawna kpiłem z tych wszystkich, których wspomniane dopadło. Myślałem, że byłem od nich silniejszy psychicznie i że mnie nigdy nie dopadnie...
Myliłem się. W końcu odsunąłem dłoń z powrotem do siebie.
Dobrze wiedziałem, co czeka tych którzy rozmawiają z tworami własnej wyobraźni. Upierałeś się, że nią nie jesteś. A jednak – w żaden sposób nie mogłem Cię dotknąć, chociaż nie rozpływałeś się na dobre. Czy gdybym mógł Cię dotknąć, Ty mógłbyś to odwzajemnić a tym samym mnie krzywdzić? Ranić. Realnie. Jedynym pewnikiem jest to, że nie mogę rozmawiać z Tobą gdy ktoś jest w pobliżu. Chciałem się od Ciebie odsunąć, gdy się zbliżyłeś ale to, że w żaden sposób nie moglibyśmy ze sobą obcować sprawiło, że na moment zachowałem zimną krew wychodząc z pościeli, by przysunąć się o tych kilka porządnych centymetrów jeszcze bliżej.

- Ciemności Cię postarzają. Chodź tu. Bliżej. Ostrożnie. Pochylasz się nad tym łóżkiem jak kat, a z tego co pamiętam, nie przyszedłeś tu po to żeby mnie zabić. Pozwól mi się przyjrzeć. Odpowiedz mi też na jedno ważne pytanie. Czy Ty... Kiedykolwiek oddychałeś? Żyłeś? Ale poza szpitalem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Victor Cornelius Tarver - 16    

Powrót do góry Go down
 
Victor Cornelius Tarver - 16
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Victor Jakobson/Tim Borrmann

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: I BUDYNEK :: Pokoje-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty