IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Satisfy my greed

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lust
Hungersnöd

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 28/02/2015

PisanieTemat: Satisfy my greed   Wto Mar 03, 2015 12:54 am

Pseudonim: Lust. Żądza, tak po prostu. Usłyszała to słowo w jakiejś angielskiej piosence i spodobało jej się na tyle, że uznała je za swoje tymczasowe imię.
Wiek: Rzeczywisty nieznany, wizualnie mocno niedojrzały. Budowa ciała i ogół aparycji wskazuje na nie więcej niż wychudzone 14.
Grupa: draugar
Ranga: Hungersnöd
Żywioł: powietrze


Jak każdy draugar, Lust zawsze żywo interesowała się pacjentami szpitala. Może nawet odrobinę bardziej niż reszta swoich pobratymców. Z trudem przyznawała się do tego nawet sama przed sobą, ale ludzie niezwykle ją fascynowali, i to nie tylko dlatego, iż do przeżycia potrzebowała ich dusz. Ha, wygłodniałym można być przecież na różne sposoby, czyż nie? Lust najbardziej na świecie lubiła dowiadywać się nowych rzeczy, a przez wzgląd na pewne ograniczenia natury rasowej tudzież szpitalnej jedyną drogą mogącą zaspokoić potrzebę wiedzy pozostawała obserwacja. Dlatego też śledziła bardzo uważnie mieszkańców Sykehusa; ich życie, obyczaje, choroby, codzienną rutynę. To, jak jedli, ubierali się, rozmawiali, bawili się, smucili, gniewali na siebie i znowu godzili, uprawiali seks, zaciskali dłonie na przedramionach, gryźli się w język, czytali książki, tyle mądrych, mądrych książek, biegli naprzód, zupełnie jakby tam gdzieś daleko coś na nich czekało, i tak bez końca, bez końca, w nieustającej spirali samonapędzającego się ŻYCIA. Jak płakali z bólu i samotności w ciemnościach swoich szpitalnych klitek, jak uśmiechali się wesoło, gdy przez okna wpadały ciepłe promienie porannego słońca. Tak dużo wszystkiego. Dużo, dużo, dużo. Lust nieodmiennie czuła się zagubiona w strumieniu wszystkich tych ludzkich emocji i wzajemnych relacji, które zalewały ją niczym fala przypływu, przerastały, urastały do rangi nieprzekraczalnej bariery, straszyły ogromem możliwych powiązań i kombinacji. Jako istota z natury drapieżna i bezwzględna, której nadrzędnym celem życiowym było zaspokajanie własnego głodu, Lust nie umiała stać się empatyczna, a wszelkie próby wzbudzenia w sobie szczątkowej chociażby wrażliwości spełzały na niczym. Miała na to zbyt nieludzki, zbyt odrębny umysł. To było frustrujące, tak bardzo, że czasem miała ochotę drapać ściany z irytacji, bo wielu, naprawdę wielu z zaobserwowanych rzeczy i zjawisk zwyczajnie nie rozumiała. Ludzkie dusze zamieniały się wtedy w wielkie, krzyczące na czerwono znaki zapytania. SZYDERSTWO. To było dla niej niezwykle gorzkie w swoim wydźwięku - łaknąć rozpaczliwie czegoś, czego nawet nie potrafiła pojąć. Na przykład tej cholernej płciowości, seksualności, tego teatrzyku wzajemnego pożądania, spojrzeń i gestów. Kobiety i mężczyźni. Cykl życia. Ale cóż ponadto? O co z tym chodziło? Lust nie rozumiała. Nie i już. Sama nie czuła się ani kobietą, ani mężczyzną, nawet niczym pośrednim, była jak wieczny outsider, jak zapisek na marginesie zeszytu, całkowicie poza systemem. Nie potrafiłaby dostosować się do bipolarnego podziału na pierwiastek męski i żeński, oba były jej bowiem z gruntu obce i nienaturalne.

Wygląd też w tym bynajmniej nie pomagał - ani jej, ani komukolwiek innemu. Drobne, chude ciało pozbawione było jakichkolwiek cech, które zazwyczaj pomagają odróżnić mężczyznę od kobiety. Marne półtora metra wzrostu, tak na oko patrząc. Może mniej, może więcej. Tak czy owak - malutko. Waga balansująca w okolicach piórkowej. Znikoma. Niemalże ujemna. Ostre krzywizny wystających kości obleczone trupiobladą, wiecznie zimną i nieprzyjemną, odrobinę szorstką w dotyku skórą. Mięśnie prawie żadne, istniejące na tyle tylko, by Lust mogła się poruszać. Brak piersi, brak tyłka, brak talii. Brak genitaliów. Jakichkolwiek. Zero. Null. Zamiast nich gładkie, aseksualne jak u lalki ciało, bez żadnych niepotrzebnych draugarowi otworów tudzież wypukłości. Wedle ludzkich standardów - groteskowa, mało atrakcyjna, odstręczająca wręcz powłoka. Paradoksalnie jednak Lust bardzo lubiła swoje ciało. Podobało jej się, niezależnie od tego, co sądzili o nim inni. Wykrzywiała w bezwiednym, nieco krzywym uśmieszku swoje wąskie wargi, gdy w lustrze pojawiała się blada, trójkątna twarzyczka o sinobladej cerze, poznaczonej chorobliwie popękanymi naczynkami krwionośnymi. Wąski nos, drobne, spiczaste, niezwykle ostre zęby, duże i całkowicie czarne oczy, pozbawione białek, najdrobniejszego chociaż skrawka naturalnej jasności, co zawsze, ale to zawsze nadawało reszcie aparycji nieco upiornego, owadziego wyglądu. W odpędzeniu tego wrażenia nie pomagały ani trochę niewielkie rogi i nietoperze skrzydła. Jedno i drugie brunatne, niemalże czarne, podobnie jak paznokcie. A na sam koniec coś zastanawiająco niewinnego w tym groteskowo nieludzkim obrazku - długie, bardzo długie białe włosy, miękkie i wełniste, pozbawione jakiegokolwiek mogącego je zabarwić pigmentu. Na ogół starczały Lust za jedyne okrycie ciała. Nie miewała ubrań, chyba że ktoś jej jakieś podarował, lecz nawet wówczas nosiła je tylko po to, by sprawić chwilową przyjemność darczyńcy. Sukienki, ozdoby do włosów, biżuteria. Istoty, z którymi miała do czynienia aż nazbyt często odczuwały potrzebę przypasowania jej do jakiejś płci i zazwyczaj padało na żeńską, zapewne przez wzgląd na długie włosy i drobną budowę ciała. Cóż, Lust było to w zasadzie całkowicie obojętne. Nie musiała się określać. Słyszała kiedyś, że to ogranicza. Jej głos celował w zdecydowanie zbyt wysokie rejestry, by mógł imitować męski, z drugiej strony jednak nie miał w sobie nic z kobiecej delikatności, często szokując słuchaczy szorstkością i surowością brzmienia. Lust pamiętała, że jednej z ofiar kojarzył się z dźwiękami wydawanymi przez drapieżne ptaki. Zabawne skojarzenie. I ciekawa osóbka. Lust później pochłonęła jej duszę. Była naprawdę, naprawdę smaczna.
Właściwie jak każda dusza, z którą miała do czynienia. Jaka szkoda, że jej głód nie malał ani na chwilę.

Wieczne nienasycenie. ŻĄDZA. Rozdzierający ból gdzieś w środku, jak wgryzający się w ciało insekt. CHCĘ. Pustka. Zapełnić. Szybko. Dusze, dusze, dusze.
Apetyt rósł w miarę jedzenia, nie zmniejszając się ani trochę.
DUSZE.

Całe szczęście, że w szpitalu pozostało ich jeszcze do pożarcia całe mnóstwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Re: Satisfy my greed   Wto Mar 03, 2015 6:30 pm

Akceptuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
 
Satisfy my greed
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Kartoteka-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty