IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Yuriy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Yuriy
Zjawa

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/02/2015

PisanieTemat: Yuriy   Sob Lut 21, 2015 1:38 pm

Imię i nazwisko: Yuriy Lebiediev
Wiek: 22 lata
Pochodzenie: urodził się w Rosji
Grupa: Pacjent

Choroby i słabości:
– głuchoniemy, więc pewnie nie usłyszy cię, kiedy będziesz go wołał na korytarzu. Jednak doskonale zrozumie, co masz mu do powiedzenia, jeśli tylko będzie widział twoje usta, a ty nie będziesz mówił zbyt szybko. Odpowiada na kartkach, szkicownik i ołówek ma zawsze przy sobie
– ma anemię i bez tabletek z żelazem woli się nie ruszać z pokoju
– nie wytykaj mu jego ułomności, bo choć Yuriy wydaje się być niesamowicie spokojnym człowiekiem, to drwiny sprawiają, że budzi się jego mściwa strona
– ma niski próg bólu

Biografio-charakter:


Kochany Demyanie!
Drogi braciszku,
Bracie,
Zacznę od tego, że nie mam pojęcia, dlaczego piszę do Ciebie ten list, zwłaszcza, że nigdy tego nie robiłem. Może dlatego, że nie znałem Twojego adresu. Chyba chcę się trochę odstresować. Teraz już wiem, gdzie Cię znaleźć i zamierzam pojechać do Ciebie tak szybko, jak tylko mogę. Pewnie nie wcześniej niż za dwa tygodnie. Mam nadzieję, że do tej pory niczego nie nabroisz. Mam nadzieję, że do tej pory nie wydarzy się nic, co mogłoby nam przeszkodzić w spotkaniu.
Bardzo chcę się z Tobą zobaczyć, ale jednocześnie bardzo się tego boję. Nie jestem pewny, jak zareagujesz na mój widok. W końcu matka i ja porzuciliśmy Cię. Bardzo długo bałem się używać tego słowa, ale ono chyba najlepiej opisuje to, co Ci zrobiliśmy. Zostawiliśmy Cię zupełnie samego, potraktowaliśmy Cię jak niechcianego psa, wyrzucanego przez właściciela gdzieś w środku lasu. Mogę sobie tylko wyobrażać, że z podobnym niezrozumieniem, z jakim pies patrzy za samochodem, Ty rozglądałeś się po pustym mieszkaniu. I również nie otrzymałeś ani słowa wyjaśnienia.
Ale wiesz, nie zawsze tak do tego podchodziłem. Na początku niedowierzałem, że w ogóle Cię skazali. Wpadłeś w furię, w porządku… Może fakt, trochę Cię poniosło, ale przecież taki już byłeś. W dodatku przecież Ty tylko nie chciałeś, żeby spotkała mnie krzywda. Wkrótce po Tobie wyjechaliśmy i my. Choć nie bardzo chciałem. Matka jednak powiedziała, że tak będzie lepiej. Że kiedyś możesz stracić nad sobą kontrolę i skrzywdzić także i nas. Wiedziałem, że to głupie, że przecież nigdy nic byś mi nie zrobił, ale ona mówiła zbyt przekonująco, a ja byłem zbyt słaby, by się jej przeciwstawić. A dodatkowo już niedługo po tym, jak mi Cię zabrali, zacząłem… ciężkie słowo, ale zacząłem Cię nienawidzić. Poczułem głęboką i nieodpartą niechęć do Ciebie i wcale nie potrzebowałem do tego podszeptów matki. Zostawiłeś mnie samego – tak to widziałem. A przecież obiecywałeś, że nie zostawisz mnie samego, że zawsze będziesz przy mnie, że mogę na Ciebie liczyć o każdej porze dnia i nocy. I co? I nie było Cię przy mnie. Czułem się wtedy jeszcze bardziej samotny niż zwykle, znowu nikomu niepotrzebny, znowu gorszy. Matka się starała, żeby zapełnić mi pustkę po Tobie, ale zupełnie jej się to nie udało.
Uciekliśmy do Szwecji.
W nowym mieście czułem się jak gówno zaszczuty. Nigdy nie miałem silnego charakteru, dobrze o tym wiesz, bez Ciebie u boku złośliwości moich rówieśników bolały jeszcze bardziej. Nie potrafiłem im się przeciwstawić, nie potrafiłem zrobić nic, co sprawiłoby, że zostawiliby mnie w spokoju. Bo co, nawrzeszczałbym na nich? Zabawne. Nie wspominając już o tym, że słabo znałem (właściwie w ogóle nie znałem) język. Pobiłbym ich? Zawsze śmiałeś się, że moje jedno ramię, to jak Twoja dwa. Siły miałem tyle, co nic. I w dodatku ten wzrost. Zamknąłem się w sobie, unikałem ludzi i to do tego stopnia, że nawet na ulicy nie patrzyłem nikomu w twarz, żeby tylko nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Przestałem się uśmiechać, bo nie było już nikogo, kto mógłby mnie rozśmieszyć. Jedyne, czego w tamtym okresie pragnąłem, to stać się niewidzialnym.
Choć kompletnie nie miałem na to ochoty, matka zmusiła mnie do nauki szwedzkiego, żebym mógł kontynuować tok nauczania. Chyba bardzo jej zależało, żebym chociaż ja ukończył szkołę. Na jej życzenie wyjątkowo intensywnie uczyłem się obcego języka, jednocześnie uczęszczając na normalne lekcje. No, prawie normalne, ponieważ znowu dostałem własny tok nauczania, część zajęć miałem indywidualnie, część z rówieśnikami. Dzięki miałem się szybciej uczyć. I cóż, to rzeczywiście pomogło, ponieważ po roku już całkiem sprawnie posługiwałem się szwedzkim. W piśmie, odczytywanie słów po ruchach warg zajęło mi nieco więcej czasu.
W tamtym okresie też zacząłem rysować. Znaczy, już wcześniej trochę rysowałem, ale wtedy zacząłem poświęcać temu znacznie więcej uwagi, bo potrafiłem spędzić nad jedną pracą cały dzień. Cały, bez żadnych wyolbrzymień. Wziąłem się za to na poważnie, co wkrótce zauważyła matka. Chcąc mi się przypodobać, wysłała mnie na lekcje z rysunku i malarstwa. Za to jestem jej najbardziej wdzięczny, gdyż mój nauczyciel, widząc moje prace, od razu stwierdził, że jestem wybitnie utalentowany. Nie masz pojęcia, jak cudownie się wtedy poczułem. Ja, głuchoniemy, nieśmiały i całkowicie przeciętny we wszystkim ja, w końcu miałem do czegoś talent, w końcu byłem w czymś naprawdę dobry. Potrafiłem coś, czego mogli mi zazdrościć inni! Ta myśl napełniała mnie wielką radością. Yuriy Lebiediev, głuchoniemy prostaczek ze wsi jednym z najwybitniejszych artystów swojej epoki – takie myśli przychodziły mi do głowy, choć nawet nie ukończyłem liceum. I właśnie, liceum. Rówieśnicy szybko postawili mnie do pionu, bardzo skutecznie wgniatając całą moją radość i nagły przypływ pewności siebie w ziemię. Dopiero wtedy zrozumiałem, że jeśli ma mi w życiu cokolwiek wyjść, to muszę zmienić swój charakter. Muszę być w stanie sam poradzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami, bo przecież nie zawsze będę miał wokół siebie życzliwe mi osoby. Czasami będę musiał rozpychać się łokciami, żeby do czegoś dotrzeć. Nie mogę pozwolić dać się stłamsić tylko dlatego, że ktoś akurat ma ochotę zrobić mi przykrość. Słowa liczyły się mniej, słów przecież nie słyszałem, czasami tylko wyczytywałem z warg, co ktoś ma o mnie do powiedzenia, ale miałem je głęboko w do tego przywiązywałem mniejszą wagę.
Punktem zwrotnym w moim życiu były studia. Dostałem się do Akademii Sztuk Pięknych, uwierzysz w to? Na początku ja sam ledwo wierzyłem. Wraz z nowym miastem i nowym życiem, studenckim, miałem się zacząć nowy ja. I wstyd się przyznać, ale nowy ja zupełnie o Tobie zapomniał. Za bardzo skupiłem się wtedy na sobie.
Stałem się bardziej gniewny, bardziej bezczelny. Nie chciałem już więcej być ofiarą. Przestałem się wstydzić mojej ułomności, patrzyłem ludziom dumnie w twarz i nie chowałem się już po kątach. Chciałem, by traktowano mnie normalnie i większości właśnie z tym się spotykałem. Jednak trafiałem też na skurw Jednak trafiałem też na osoby niezbyt mi przychylne. Były również i takie, które uważały, że skoro jestem głuchoniemy, to muszę być również upośledzony umysłowo, ale ci bardziej mnie bawili niż sprawiali przykrość. Stałem się też złośliwy, czasami, na przykład, uwielbiałem wprawiać ludzi w konsternację tym, że nie słyszę i nie mówię, a oni nie potrafią się ze mną porozumieć. Podchodziłem do losowego przechodnia z mapą i wskazywałem mu na mapie, gdzie chciałbym dojść, a następnie obserwowałem jego wysiłki wytłumaczenia mi drogi, gdy był zmuszony używać tylko gestów (bo czytać z ruchów warg, naturalnie, również nie potrafiłem). Ubaw niesamowity, naprawdę. Na studiach w końcu nie bałem się pokazać, że mam własne zdanie i nie będę się podporządkowywał innym, że sam mam głowę i naprawdę potrafię jej użyć. Czułem się wolny, cudownie wolny, i lekki, jakbym zrzucił z ramion naprawdę wielki ciężar i mógł już robić dosłownie wszystko. I, na dobrą sprawę, naprawdę robiłem wszystko. Przez co mogę Ci teraz powiedzieć, że interesują mnie nie dziewczyny, a chłopcy. Przez co mógłbym Ci powiedzieć parę ciekawych faktów o mnie.
Przed rokiem zacząłeś się pojawiać w moim rysowniku. Najpierw jako wspomnienie z dzieciństwa: uśmiechnięty, umorusany czymś na twarzy, siedziałeś przed naszym domem na wsi. Podobnych scen z czasem pojawiało się więcej. I jeszcze więcej. W końcu doszło do tego, że rysowałem swoje wizualizacje ciebie, jak siedzisz w poprawczaku, a potem jak z niego wychodzisz i wracasz pustego domu. Potem starałem się wyobrazić Ciebie, jak wyglądałbyś obecnie, po tych wszystkich latach, kiedy się nie widzieliśmy. Stałeś się moją obsesją, mam cały szkicownik z Twoimi podobiznami. Aż w końcu podjąłem decyzję, żeby Cię odszukać. Długo do tego dojrzewałem, bo nie byłem pewny, czy to dobry pomysł, czy w ogóle chciałbyś mnie widzieć (dalej tego nie wiem, ale mam już w sobie więcej determinacji). Chciałem chociaż Cię zobaczyć, przekonać się, czy żyjesz (choć nie dopuszczałem do siebie myśli o Twojej ewentualnej śmierci). Poszukiwania trwały dość długo, bo najpierw wynająłem paru ludzi (tak, naprawdę zapłaciłem im za to, żeby Cię znaleźli), żeby Cię szukali w Rosji, co wcale łatwe nie było. Potem znowu wynająłem kogoś innego, ponieważ okazało się, że wyjechałeś z naszego ojczystego kraju do Szwecji (co mnie bardzo ucieszyło). Po długich, długich miesiącach udało mi się w końcu dorwać Twój adres.
I właśnie w tym punkcie jestem. Obok mnie leży karteczka, która pomoże mi do Ciebie dotrzeć. Musze jeszcze załatwić parę formalności i będę mógł spokojnie wyjechać. Mam nadzieję, że uda nam się porozmawiać… jeśli nie, wcisnę Ci chociaż ten list. Tylko najpierw przepiszę go na czysto. Do zobaczenia wkrótce.
Twój naprawdę kochający Cię brat,

Yuriy

Charaktero-wygląd:

Patrzę w lustro i nie wiem, na  kogo patrzę. To znaczy wiem, nazywam się Yuriy Lebiediev, ale to jedyna rzecz, którą mogę powiedzieć o sobie z całą pewnością. Bo kompletnie nie pamiętam, kim Yuriy był, zanim trafił do szpitala. Czuję się zagubiony, ponieważ w rozmaitych sytuacjach ścierają się we mnie reakcje dwóch osób. Jakbym był nieśmiały i butny jednocześnie.
Niech to nie zabrzmi próżnie, bo naprawdę nie jestem próżny, ale codziennie oglądam się w lustrze i nie potrafię też powiedzieć, czy jakiekolwiek zmiany zaszły w moim wyglądzie. Odnoszę wrażenie, że mało przypominam siebie sprzed zaniku pamięci. Na przykład poważnie zastanawiam się nad tym, czy wcześniej też byłem tak przeraźliwie chudy. Można mi policzyć każde żebro, naprawdę. I kości biodrowe tak nieznośnie mi wystają. Czy łokcie też mi tak wcześniej sterczały?  Przynajmniej twarz wygląda mniej anorektycznie, ponieważ policzki mam pełniejsze. Przez co wyglądam na mniej lat, niż mam rzeczywistości, co wcale nie jest pocieszające. Ten fakt podkreśla również niski wzrost. Zbyt niski. Nie obraziłbym się, gdybym jeszcze urósł o parę centymetrów (bo zatrzymałem się na okrągłej liczbie metra siedemdziesięciu), ale w wieku dwudziestu dwóch lat (albo więcej? Czas dziwnie tu płynie) chyba nie mam co na to liczyć.
Cóż, no dobra, może na moją wyjątkową chudość wpływa fakt, że jadam nieregularnie i nie zawsze odpowiednio, ale lubię sobie wyobrażać, że wcześniej byłem bardziej atrakcyjny (tak, nad tym czasami się zastanawiam). Nie za bardzo lubię spotykać się z innymi, właściwie nikt nie zna tu języka migowego, a na karteczkach nie zawsze chce mi się wszystko pisać, więc zazwyczaj w kuchni pojawiam się wtedy, kiedy już nikogo, lub prawie nikogo, tam nie ma. A że nie zawsze się w ogóle się w niej pojawiam, to inna sprawa. Nie przepadam za wchodzeniem w interakcje z innymi i unikam tego, kiedy tylko mogę.
Jestem również okropnie blady. Niemalże biały, przysięgam. I to wszędzie, bo nawet usta mam bardzo jasne. Co wygląda strasznie, nawiasem mówiąc. Przypominam jakąś zjawę. Kolorystycznie od skóry odróżniają się włosy, które akurat bardzo mi się podobają. Mają złocisty odcień blondu i są nieco dłuższe, gdyż właściwie przykrywają mi kark. Podobno ładnie okalają mi twarz. I nieznośnie wpadają do oczu, ale za nic bym ich nie skrócił.
Jeszcze oczy.
Pielęgniarki mówią, że mam bardzo ładne oczy, ale ja nie wiem, co w nich jest takiego ładnego. Są duże i bladoniebieskie. Takie lodowate. Nie lubię w nie patrzeć, ponieważ niezależnie od mojego humoru, zawsze są jakieś takie puste i smutne. Jakby adekwatne do tego, że sam czuję w sobie pustkę, odkąd tylko obudziłem się w szpitalu. Przez cały czas towarzyszy mi poczucie, że coś straciłem, coś ważnego, jakiś cel, ale nigdy tego nie uzewnętrzniałem. Tylko te oczy.

Dodatkowe informacje/ciekawostki:
– został pozbawiony dwóch zmysłów, ale za to inne uległy wyostrzeniu, w efekcie czego czasami zachowuje się jak rozkapryszony książę. Tego nie zje, bo niesmaczne, swetra nie założy, bo jest zbyt szorstki…
– wybitnie uzdolniony artystycznie, w jego pokoju jest całe mnóstwo niezwykle realistycznych rysunków. Rzadko kiedy rozstaje się ze swoim szkicownikiem
– zazwyczaj wygląda na smutnego i obojętnego, ale wystarczy wejść z nim w interakcję, żeby przekonać się, że Yuriy jest pełny rozmaitych emocji
– spotkał się z tym, że inni mówią na niego „zjawa”, ale kiedy jest się niesamowicie bladym, chodzi się ubranym właściwie tylko w białe ubrania i w dodatku zazwyczaj przemyka się po korytarzach (żeby przypadkiem na nikogo się nie natknąć) trudno jest się dziwić takiemu określeniu
– wszystkich traktuje bardzo nieufnie, w ekstremalnych przypadkach wrogo, ale mimo to prawdopodobnie jest najbardziej bezinteresowną osobą w całym szpitalu
– nie cierpi zimna, ale przez swoje zapominalstwo albo niechciejstwo często się na nie skazuje
– jak to artysta, bywa bardzo nieogarnięty, w efekcie czego czasami chodzi w ubraniach wywiniętych na lewą stronę, założy dwie różne skarpetki lub jednej w ogóle nie założy i zostawia rozmaite rzeczy po różnych pomieszczeniach w szpitalu, by później z irytacją chodzić i wszystkiego szukać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demyan
Voron

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Yuriy   Sob Lut 21, 2015 1:57 pm

Akceptuję.



_________________



#8a8a8a
.:: szwedzki :: rosyjski :: myśli ::.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Yuriy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Postaciowo :: Kartoteka-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty