IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ogródek botaniczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Ogródek botaniczny   Sro Lut 11, 2015 9:07 pm

Czy ogród botaniczny może się tak nazywać, jeśli zasadzone w nim kwiaty już dawno zwiędły? W dodatku były to jedynie białe róże, które nawet w kolorze bieli ani w jednym calu nie przypominają. Umieszczone są w nim wiele zdradliwych ścieżek, które wydają się być co rusz w innym miejscu i same zmieniać drogę. Z licznymi labiryntami nie jest inaczej. Przechodząc przez jedną stronę, a potem cofnięcie się do tego samego miejsca, przejście już się zmieniło. Niegdyś umożliwiało pójście w lewą stronę, a teraz prosto. Znajduje się tutaj staw, który jest napełniony wodą, jednak sam w sobie nie wygląda zbyt ciekawie, może ze względu na głębokość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
NoName
FileNotFound

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 20/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Sob Lut 21, 2015 11:00 pm

Rzeczy tracą swe wartości wraz z upływem lat, przestaje mieć znaczenie stary plastikowy samochodzik gdy człowiek jest wstanie kupić sobie ten prawdziwy, z metalu. Podobnie jest ze słowami, jednakże te starają się nie przeminąć, zachować swoje znaczenie. Przecież nawet sto lat temu słowa takie jak smutek czy radość oznaczały to samo ale co by się stało gdybyśmy zaczęli nazywać rzeczy inaczej, nie tak jak nas nauczyło życie ale tak jak my sami tego chcemy. Wtedy ugór można by nazwać ogrodem a zielsko nazwać kwiatami.
Czarnowłosy chłopak z jakichś niewyjaśnionych powodów wybrał się na świeże powietrze, prawdopodobnie sądził że tutaj personel go nie znajdzie albo przynajmniej zajmie im to chwile. Człowiek który zapomniał swojego imienia praktycznie do reszty wybrał się tu też dlatego że kochał widok nieba, w każdym jego odcieniu jednak specjalnie upodobał sobie to szare które ma zwiastować deszcz, może to dlatego że przypominało mu o jego własnych oczach a może dlatego że kochał deszcz. NoName zawsze gdy stał w strugach deszczu miał wrażenie że zmywa z siebie grzechy przeszłości, że zostawia je gdzieś za sobą i nie będzie musiał już z nimi walczyć jednak one zawsze wracały. Tego dnia postanowił zabrać coś ze sobą do miejsca pełnego tnących krzaczysk i zielska, szedł bardzo ostrożnie między wystającymi gałęziami co nie było proste w wielkiej bluzie która wydawała mu się niezbędna do wyjścia poza budynek, do chodzenia po szpitalu z resztą też. Znalazł swoje ulubione miejsce, niewielką wnękę między krzakami w której mogła się zmienić jedna, niezbyt wielka osoba. Hotaro mieścił się tam idealnie więc przesiadywał tu czasami z książką zakoszoną z biblioteki, tym razem nie było inaczej. Udało mu się zwinąć z szpitalnych zbiorów niewielką książkę w skórzanej okładce. Na brzegu widniał napis "Zbiór poezji Edgara Allana Poe" chłopak interesował się tego typu tematami by zagłuszyć głosy w głowie. Ten sposób zdawał egzamin więc nie było powodu by go zmieniać.
-Noc już była, północ zgoła; rozmyślałem w pocie czoła- Szeptał sam do siebie by lepiej zrozumieć czytany tekst, gdy czarnowłosy chłopak zaczynał czytać nie było już świata zewnętrznego. Jedyne co było dla niego ważne to przeżywane przygody, dalekie podróże czy jak w tym przypadku poezja. Nie zauważył nawet że niebo zaczyna przybierać jego ulubiony kolor, z przejrzyście niebieskiego zaczynało zmieniać się w szare, zwiastujące przyjście ulewy a personel na pewno nie będzie zadowolony z zalanej książki z ich zbiorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Informator

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Sob Lut 21, 2015 11:21 pm

Nie kładł się spać. Prawdopodobnie i tak by nie zasnął.
Było chłodno, szaro i wyglądało na to, że zbierają się deszczowe chmury. Prawdopodobnie właśnie to skłoniło bruneta do opuszczenia budynku szpitala i powłóczenia się trochę po okalających go ogrodach. O ile ogrodami można to w ogóle nazwać. Doszedł do wniosku, że jeśli zacznie padać, nikt z personelu nie będzie sobie zaprzątał głowy narażaniem się na zmoknięcie, by zagonić go z powrotem do pokoju. Może miał o nich błędne zdanie, może nie, ale nie uważał szpitalnych pielęgniarek i ochroniarzy za zbyt obowiązkowych. Niemniej jednak, miał ich dość i jedyne, czego chciał, to odciąć się od nich chociaż na tą krótką chwilę.
Naciągnął kaptur swojej nieodłącznej, powyciąganej czarnej bluzy na równie czarną czuprynę - oczywiście sprawiającą wrażenie, jakby nigdy dotychczas nie widziała grzebienia - a dłonie wcisnął w jej kieszenie. Szedł przed siebie z charakterystyczną dla siebie, nieco skuloną postawą. Snuł się po ogródkowych alejkach niczym zjawa, szukająca swojego miejsca; najtrafniejsze z możliwych porównań. Kwiatki i inne rośliny rosnące wokół niezbyt go interesowały. Większą uwagę poświęcał już stopniowo szarzejącemu niebu, niźli samemu ogródkowi.
Zatrzymał się nagle i podniósł dłoń do twarzy. Przetarł nią oczy, raz, drugi, trzeci. Nie pomogło.
Od zmęczenia zaczynała go już boleć głowa. W ciągu ostatnich paru dni przespał najwyżej kilka godzin. Z jego bezsennością było coraz gorzej.
Podniósł wzrok i rozejrzał się po okolicy, w której się znalazł. Nie pamiętał, żeby wcześniej tutaj bywał - właściwie rzadko wychodził ze szpitala, bo jego podwórka raczej nie uważał za ciekawe miejsce. Jego wzrok padł na krzaki rosnące po lewej stronie ścieżki i Matthew niemal podskoczył.
Wbijał zaskoczony wzrok w jakiegoś chłopaka, najwyraźniej całkowicie swobodnie czytającego sobie tutaj książkę.
Nie spodziewał się tutaj innych pacjentów, z jakiegoś powodu w ogóle nie pomyślał o tym, że oni również mogą tutaj przebywać. Nic oczywiście nie powiedział, nie odezwał się ani słowem, ale też nie ruszył się z miejsca. Przechylił jedynie głowę, przyglądając się czytającemu już nie ze strachem i szokiem, a ze zwykłą ciekawością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NoName
FileNotFound

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 20/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Nie Lut 22, 2015 12:46 am

Czarnowłosy chłopak wśród krzaków był pochłonięty czytaniem, szukał w słowach zapisanych przez ludzi kilkanaście czy kilkaset lat temu sensu swojego istnienia teraz. Uważał że dzięki przeszłości można spojrzeć w przyszłość znaleźć sposoby na rozwiązanie problemów które już ktoś mógł przeżyć. Ciąg logiczny młodego chłopa był bardzo poprawny, może nawet zbyt poprawny jak na jego wiek jednak w samotności i ciemności wciąż próbował znaleźć sposobu na przeżycie w końcu mu się udało, przeżył i mógł egzystować dalej wśród jak się okazało ukochanej ciemności. Lektura trwała w najlepsze, z zamyślenia i niemego ruszania wargami nie mógł go wyrwać nawet burczący brzuch do którego zresztą już się przyzwyczaił, jadał mało i rzadko. Gubienie wagi starał się ukryć w zbyt dużych bluzach które faktycznie zaczynały się stawać workami na drobnym ciałku dziecka. Stało się coś niespodziewanego, gdy przewracał kartkę by dostać się do kolejnych dzieł Edgara Allana Poe spojrzał ponad kartki, ze świata pięknych słów jego umysł został drastycznie przetransportowany do szarej i strasznej rzeczywistości oddziału zamkniętego. Ujrzał sylwetkę człowieka, tego był pewien więc w jeden chwili schował drobną książkę do kieszeni i zaciągnął kaptur jeszcze bardziej na głowę. W pierwej chwili i ataku paniki uznał że to musi być ktoś z personelu, ktoś kto przyszedł tu po niego tylko po to by zabrać go na kolejne bolesne badania przez które nie będzie mógł spać. Cały zaczął lekko się trząść ale po chwili dokładniejszego przyglądania się postaci przed nim uznał że to nie może być pracownik tego miejsca. Nie miał na sobie żadnego z elementów ubioru personelu. A więc musiał to być pacjent, NoName spojrzał na niego nieco pewniej, w jednej chwili spojrzenia obu postaci się spotkały, z jednej strony ciekawość wyższego z nich a z drugiej przerażenie tego niższego skrytego w krzakach.
-Kim jesteś? - Wydusił z siebie po chwili dwa proste słowa, jego głos był dość stabilny, przynajmniej przy tej prostej wypowiedzi, prawda była taka że bał się pacjentów ośrodka, zawsze grał uroczego chłopca ale najchętniej zniknąłby w jakimś cieniu i nigdy z niego nie wychodził
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Informator

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Nie Lut 22, 2015 5:51 pm

Podczas tej cichej, dość krótko trwającej chwili, zanim jeszcze czytający zorientował się o jego obecności, Matthew przyjrzał mu się na tyle uważnie, na ile mógł i na ile chciał. Zdążył zauważyć, że jest to chłopak raczej młody, na pewno młodszy od niego. Czarnowłosy, zupełnie jak on sam. Strasznie chudy, co widać było nawet teraz, kiedy tak siedział wciśnięty pomiędzy krzewy. Nie było to wcale rzadkością w szpitalu, mimo to wątpił, by kiedykolwiek przywykł do widoku tych wszystkich zaniedbanych, wychudzonych dzieci i starszych.
Wszystko komplikował fakt, że niczego właściwie z czasów sprzed pobytem w szpitalu nie pamiętał. Ani on, ani żaden inny pacjent.
Z zamyślenia wyrwało go pytanie, najwyraźniej skierowane do niego. Wbił wzrok w dzieciaka, dopiero wówczas orientując się, że ten przestał czytać i wpatrywał się w niego z... czyżby to był strach? Choć sam nie przepadał za towarzystwem i raczej unikał kontaktów z innymi pacjentami, poczuł się trochę winny. Zdecydowanie nie chciał nikogo przestraszyć, a pojawił się tutaj nagle i cicho niczym duch - przynajmniej dla nieznajomego pogrążonego w lekturze. Zdjął z głowy kaptur, jakby w przeciwieństwie do chłopaka, który naciągnął go na głowę, jakby chciał się ukryć przed jego wzrokiem.
- Matthew - odpowiedział krótko po chwili, charakterystycznie akcentując ostatnią sylabę. Wcześniej zastanowił się przez moment, co miał przez to pytanie na myśli i jakiej odpowiedzi oczekiwał. Tego, że jest pacjentem, mógł się właściwie domyślić; Matthew zdecydowanie nie wyglądał na nikogo ze szpitalnego personelu. A co innego mógłby o sobie powiedzieć, jeśli nie przedstawić się? Właściwie niewiele.
Po wyjawieniu nieznajomemu swojego imienia, zwyczajnie dla siebie zamilkł. Nie wyjaśnił nic więcej, nic nie dodał, o nic nie zapytał. Zapewne w innej sytuacji wyminąłby napotkaną osobę i po prostu poszedł dalej, żeby posiedzieć sobie gdzieś w samotności. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem rozmawiał z kimś innym przez czas dłuższy niż pięć minut. Coraz bardziej izolował się od innych.
Tym jednak razem chłopak siedzący przed nim wydawał się przerażony i być może nawet równie niechętny wobec innych co on sam. I to z jakiegoś powodu przeważyło nad decyzją pozostania tutaj i być może - jedynie być może - spędzenia trochę czasu z kimś innym niż własnym odbiciem w zakurzonej szybie zakratowanego okna. Zdecydował się więc podtrzymać potencjalną rozmowę.
- Co czytasz? - zagadnął więc z nutą dźwięczącej w głosie ciekawości, przechylając głowę i posyłając spojrzenie dwubarwnych oczu ku dłoniom chłopaka, w których wcześniej spoczywała niewielka książka, a która teraz tkwiła wciśnięta w jego kieszeni. Może ukradł, przemknęło mu przez myśl, skoro tak szybko ją schował. Nie powiedział jednak tego na głos; milczał w oczekiwaniu na reakcję nieznajomego, jakakolwiek miałaby ona nie być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NoName
FileNotFound

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 20/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Nie Lut 22, 2015 6:29 pm

Prawda była taka że młodszy chłopak w większości bał się pacjentów, słyszał o wielu strasznych praktykach jakich opuszczali się współmieszkańcy ośrodka. Słyszał o łamaniu palców, wybijaniu szczęk czy topieniu w klozecie. Słyszał to wszystko zawsze siedząc gdzieś w cieniu, nigdy nikt go nie wykrył albo starano się by on sam tego nie zauważył jednak to co słyszał na stale wyryło w jego mózgu obraz torturowania przez innych pacjentów przez co unikał ich jak ognia a gdy już miało dojść do spotkania to w jakimś jasnym, najlepiej monitorowanym miejscu takim jak stołówka czy biblioteka. Los jednak chciał że nawet tutaj w tak odludnym, dawnym ogrodzie ktoś go znalazł. Dużo wyższy i za pewne starszy chłopak. NoName od razu zaczął się go bać, szybko zaplanował możliwe drogi ucieczki nawet przez krzaki jednak strach go lekko sparaliżował. "A co jeśli widział że mam książkę, a co jeśli doniesie na mnie?" Przez głowę młodego chłopca szybko przebiegło wiele podobnych myśli i nawet się nie zorientował gdy ktoś stał tuż przed nim. Padło jedno szybkie słowo "Matthiew." Jedna z niewielu dróg ucieczki została zablokowania, teraz w głowie Hotaro zaczęło coś się dziać, pojawił się jakiś tok rozumowania bo przecież jeśli osoba przed nim chciałaby mu zrobić krzywdę nie ryzykowała by ewentualnym późniejszym donosem u personelu. Jedna była prawda, personel zawsze będzie nad pacjentem. Po chwili ciszy, gdy chłopak w kapturze się uspokajał padło pytanie, tym razem z drugiej strony.
-Edgar Allan Poe - Szepnął cicho i powoli wyciągnął książkę z kieszeni i trzymając ją w dłoniach wlepił wzrok w okładkę
-Tylko proszę, nie mów nikomu że ją ma - Szepnął równie cicho ze wzrokiem wbitym wciąż w okładkę. Bał się konsekwencji tego że zabrał ją z biblioteki ale chęć poznawania świata była u niego silniejsza, chciał się dowiedzieć więcej, poznawać, odkrywać jak to każde małe dziecko które dopiero powoli zaczyna rozumować co się na świecie dzieje. Powoli podniósł wzrok by spojrzeć w górę, prosto w twarz Matthiew, ich spojrzenia się spotkały, Hotaro mógł zobaczyć tęczówki starszego czarnowłosego chłopaka i na odwrót, jakby mniejszy z nich się nie starał nie mógł przekazać żadnych emocji za pomocą oczu, były z nich wyprane często mu mówiono że nie ma w nich już życia jednak on wciąż widział, nic się nie zmieniło w postrzeganiu przez niego świata. Zmienił się jedynie sposób w jaki świat postrzegał go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Informator

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Nie Lut 22, 2015 10:47 pm

Na początku sądził, że strach chłopaka wywołany jest jedynie jego nagłym i niespodziewanym pojawieniem się tutaj i odkryciem jego kryjówki, przerwaniem mu spokoju. Minął jednak czas, który wystarczyłby na oswojenie się z towarzystwem, a dzieciak wciąż wydawał się być nieomal przerażony jego obecnością. Zmusiło to Terána do zastanowienia się, czy aby inni pacjenci się przypadkiem nad nim nie znęcali. Albo może personel, co zresztą wcale by go szczególnie nie zaskoczyło.
Choć może - jak zwykle zresztą - przesadzał z reakcją i chłopak jest po prostu outsiderem. Albo trafił do szpitala niedawno i nie zdążył się jeszcze zaklimatyzować, jeśli można to tak ująć.
W każdym razie, podążył za spojrzeniem młodego chłopaka i zerknął na okładkę książki, którą ten właśnie wyjął z kieszeni. Nazwisko niestety nic mu raczej nie mówiło, a tytułu dostrzec mu się nie udało, przemilczał więc kwestię pochwalenia chłopaka za dobry gust literacki - co miał zamiar zrobić jeszcze krótką chwilę temu - coby go jakoś do siebie zachęcić i przełamać strach. Poza tym następne słowa nieznajomego bardziej przykuły jego uwagę, niż nazwisko poety.
- Jasne, ode mnie nikt się nie dowie - zapewnił. Kontrolnie rozejrzał się po okolicy, czy aby na pewno nikogo więcej tutaj nie ma, po czym nachylił się w stronę chłopaka i dodał, ściszonym głosem: - Czyli zabrałeś ją z biblioteki, tak? I nikt o tym nie wie, oprócz mnie?
Co prawda odpowiedzi się mógł domyślać, bo gdyby książka należała do chłopaka, to z jej posiadaniem by się tak nie krył, ale mimo wszystko - musiał spytać.
Wyprostował się i po krótkiej chwili zerwał kontakt wzrokowy. Oczy młodego były dziwnie puste, co stanowiło prawdopodobnie całkowite przeciwieństwo oczu Matthew - zawsze szczerych i niesamowicie odbijających wszystkie uczucia bruneta. Ilekroć próbował ukryć targające nim emocje, zdradzały go właśnie oczy.
Usiadł na brukowanej ścieżce jak gdyby nigdy nic. Skrzyżował nogi, siadając po turecku, a ręce oparł na kolanach. Był teraz mniej więcej na tym samym poziomie, co chłopak; być może to go chociaż trochę ośmieli.
- A ty, jak się nazywasz? - zadał kolejne pytanie, siląc się na lekki i swobodny ton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
NoName
FileNotFound

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 20/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Pon Lut 23, 2015 10:19 pm

Drobny chłopak w końcu zaczął się przyzwyczajać do obecności Matthew siedzącego przed nim. Powoli ale systematycznie, przecież skoro nie zrobił mu jeszcze krzywdy to pewnie już nie zrobi. Do tej pory ręce NoName'a lekko się trzęsły, nawet zaciśnięte na książce teraz jednak przestały, spokojniej spojrzał w górę by zobaczyć jak wygląda niebo. Zrozumiał że zmieniło ono kolor na ten który uwielbiał, zaczęło się też robić dość chłodno i nawet przez grubą bluzę zaczął odczuwać lekki chłód, podobało mu się to uczucie. Przez te wszystkie czynniki uśmiechnął się nawet delikatnie do chłopaka przed nim. Jego uśmiech był niesamowicie naturalny co w szpitalu nie było tak oczywiste, był też niewinny, mógł sprawić wrażenie że jest jedynie drobnym dzieckiem które trafiło tu przez pomyłkę. Pozory jednak często mylą, za każdym z obecnych tu pacjentów stałą historia, coś przez co tu powinni tu być. Chłopak uspokoił się jeszcze bardziej gdy towarzysz czegoś co można by już nazwać rozmową usiadł przed nim, potem padło parę zdań które Hotaro dokładnie przemyślał i zaczął wymyślać odpowiedzi, pierwsza padła szybko
-Tak - Druga już nie była tak oczywista i pojawiła się trochę później i była okupiona lekkim posmutnieniem chłopaka w kapturze. Wlepił wzrok w książkę i chwilę tak w nią patrzył jednak po chwili, gdy zmusił się do odpowiedzi padły takie słowa
--Nie wiem jak się nazywam, personel chyba wie ale nie chcą mi powiedzieć - Mówił cicho, ledwo słyszalnie jakby bał się tego co mówi, każde wspomnienie o personelu wzbudzało w nim drgawki i panikę w oczach dlatego tak kochał miejsca odosobnienia takie jak na przykład ten ogród.
-Personel jest straszny - Mruknął cicho po czym podniósł wzrok by spotkać drugą parę oczu, mimo tego co powiedział chciał może w jakiś sposób uciec od tego spróbować zaufać osobie przed nim, usiłował się to przekazać za pomocą oczu jednak wciąż zapominał że jego oczy wciąż wyglądają tak samo, nic się w nich nie zmienia.
-Boję się - Tego zdania Matthew prawdopodobnie już nie słyszał bo zakapturzony chłopak ledwo otworzył usta i ruszył parę razy wargami, wciąż patrzył w oczy starszego pacjenta. Bał się kolejnego dnia tutaj, bał się że ktoś odkryje w końcu że zabiera książki z biblioteki ale one pozwalały mu się wyciszyć, nie mógł czytać w bibliotece bo tam byli pracownicy ośrodka. Żył w ciągłym paradoksie który mógłby doprowadzić do szału niejednego dorosłego a co dopiero czternastoletniego chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matthew
Informator

avatar

Liczba postów : 9
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   Sro Lut 25, 2015 8:29 pm

Po chwili siedzenia na chodniku i przyglądania się - uważnemu, ale bynajmniej wcale nie nachalnemu - chłopakowi siedzącemu przed nim, Matthew oparł podbródek na dłoni, wcześniej podpierając łokieć o kolano. Alejka przy szpitalnym ogródku zdecydowanie nie należała do najwygodniejszych miejsc, ale od marudzeń się powstrzymał. Albo inaczej - to sam współrozmówca go od tego powstrzymał. Nie umknął bowiem jego spojrzeniu lekki uśmiech doń skierowany; zaraz odpowiedział własnym, jedynie odrobinę śmielszym. Raczej nie miał zbyt wielu okazji do uśmiechania się do innych, przynajmniej w ostatnim czasie, nie przywykł więc do tego.
Pierwszą odpowiedź chłopaka przemilczał; natomiast druga zainteresowała go już bardziej. Przekrzywił głowę na bok, wciąż opierając ją na lewej ręce.
- Nie powiedzieli ci? - powtórzył, z wyraźnie dźwięczącym w głosie pytaniem, jak i ciekawością. Zmrużył oczy nieznacznie, analizując słowa chłopca. - Dziwne. Zwykle... Nie pamiętasz, jak się nazywasz? Zwykle pacjenci to chyba pamiętają.
On sam przynajmniej pamiętał. I ci nieliczni, naprawdę nieliczni inni pacjenci, z którymi zdarzyło mu się kiedykolwiek rozmawiać, też zdawali się pamiętać. A nawet, jeśli personel miałby znać jego imię, czemu nie mieliby go mu wyznać?
Miał już o to spytać, ale zrezygnował, widząc zmieniający się wyraz twarzy oraz słysząc jakby posmutniały ton głosu ciemnowłosego. Znów zwarł się z nim spojrzeniem, na co Matthew machinalnie nabrał ochoty na ucieczkę wzrokiem gdzieś w bok, na kępę zwiędłych krzewów. Byleby nie wpatrywać się w te ciemne, puste oczy. Niemniej jednak, udało mu się - przynajmniej przez jakiś czas - wytrzymać spojrzenie chłopaka.
Na wzmiankę o personelu również nie odpowiedział. Chciał, co prawda, powiedzieć cokolwiek, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Potwierdzić? Zaprzeczyć, jednocześnie kłamiąc, bo w nim samym pracownicy szpitala również wzbudzali niepokój? W żaden sposób nie pomogłoby to młodemu chłopakowi, a więc po prostu milczał, wpatrując się weń wzrokiem, który koniec końców odbiorca mógł właściwie uznać za nieme potwierdzenie jego słów.
- Słucham? - odezwał się, nieznacznie samemu ściszając głos, dopiero wówczas, kiedy towarzysz rozmowy powiedział coś, czego Terán nie dosłyszał, a jedynie zobaczył, że tamten się odezwał. Nie było w tym pytaniu nakazu; wręcz przeciwnie, ton, jakim Matthew je zadał, sugerował, że jeśli współrozmówca nie chce, nie musi powtarzać, a on nie będzie naciskał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogródek botaniczny   

Powrót do góry Go down
 
Ogródek botaniczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Podwórze :: Okolice-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty