IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Biblioteka   Sro Lut 11, 2015 9:01 pm

W tym pomieszczeniu zazwyczaj panuje cisza. Rozlega się jedynie dźwięk przewracanych kartek, tupania po panelach oraz cichych szeptów. Na samym wejściu można poczuć typowy zapach starych książek. Ich tematyka jest bardzo obszerna. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, od poradników, aż po krótkie opowiadania. Ściany tego pomieszczenia są szare. Ciemne panele, gdzieniegdzie już porysowane, kontrastują z jasnymi ścianami. Zresztą - tak samo jak regały, które zajmują połowę pokoju, choć nie są do końca zapełnione. Całe to pomieszczenie rozświetla duże okno, przy którym prostopadle stoją dwa duże drewniane i stare stoły, a przy nich po garstce metalowych jak i plastikowych krzesłach o równie stonowanych kolorach. Ponadto na drugim końcu pomieszczenia zauważyć można jedną etażerkę, a na niej mały żółty wazon, a w nim zeschnięte już kwiaty, których płatki panoszą się po jednym, ale dość dużym i ciemnym dywanie ze zgniłymi akcentami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Sob Lut 21, 2015 5:45 pm

Można by niczym się nie przejmując, gdyż sprawa człowieka zwykła nie dotyczyć, przeoczyć postać pacjenta wślizgującego się w pośpiechu do wnętrza obszernej, wypełnionej książkami sali. Im dłużej by mu się przyglądać, tym prędzej można by spostrzec, że wydawał się być wyraźnie poruszony. Nerwowo rozglądając się po regałach, za którymi niby to z zamiarem przejrzenia kilku zakurzonych tomiszczy schował się, przemieszczając się dalej w najbardziej wyludnione rejony. To miejsce, wydawało się być najbezpieczniejszym ze wszystkich, które zdążył będąc w szpitalu przez tygodnie pobytu, pobieżnie przebadać. Trudno było tu spotkać pracowników placówki. Chociaż uwielbiał niekończące się rozmowy o wszystkim i niczym, w tym miejscu zazwyczaj powstrzymywał się od wydawania zbędnych odgłosów. Skrycie, gdy nikt go nie kontrolował, zapatrywał się w okno jak gdyby ciągle ciekaw był tego, czy ten świat za nim nadal prosperował. Nie było mu nigdy tęskno za miejscami odgradzanymi kratami. Chociaż zdawał się wiedzieć, że gdzieś na pewno musiało dalej toczyć się przeciętne niczym nie zakłócone życie - skoro pacjentów co rusz przybywało, nie pytał, przyjmując z góry, że ośrodek w którym się znalazł, zawsze był jego domem. Najwyraźniej nie wszyscy zasłużyli sobie na rodziców czy siostry. Towarzystwem nigdy nie gardził.
A jednak miał pewne przeciwwskazania co do przysiądnięcia się do napotkanej przypadkowo osoby, w momencie w którym w sali znajdywały się nieznane mu dwie w tym jedna, prowadząca ze sobą głośnym szeptem, zadziwiająco zawiłe konwersacje. Zebrał się w sobie, spoglądając raz jeszcze w kierunku solidnych drzwi. Jak gdyby zza tych wychylić miała się twarz człowieka, którego nie chciałby w tym momencie oglądać.
Nie konkretna osoba, ale jej specyficzny typ którego za nic nie potrafił zdzierżyć. Niepozorny pracownik lub pielęgniareczka. Jak zawsze oferująca wspaniałe szczepionki leczące najróżniejsze choroby, tudzież cud tabletki na wszystkie nieszczęścia. Podszedł do stolika, przy którym leżała samotnie pozostawiona książka. Okładka była zniszczona do tego stopnia, że nie dało się rozczytać liter na niej się znajdujących. Przyciągnął do siebie jedno z plastikowych i niewygodnych krzeseł, by przysiadając odgarnąć jeszcze z twarzy wpadające na nią wybielone kosmyki. Niespiesznie wsparł dłoń o policzek, w końcu otwierając nowo nabyte znalezisko.
Nawet wewnątrz tytuł był zakreślony flamastrem! Zsunął ze sobą brwi w niezadowoleniu. Szczerze zastanowił się nad tym, jakim trzeba było być egoistą po przeczytaniu wymazując jedną z tych ważniejszych informacji o książce.  Pouszkadzane przeżółkłe kartki z pozaginanymi rogami po bokach, były zaś przyozdobione czarnymi listkami i innymi esami floresami, wobec których wykazał duże zainteresowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Sob Lut 21, 2015 8:53 pm

Głowa pobolewała go niemiłosiernie. Wiadomo, dzień Luciena nie może się zacząć bez odpowiedniej dawki tabletek przeciwbólowych, branych „na wszelki wypadek”, jednakże nawet one przestały mu pomagać. Możliwym jest, że po prostu w jakiś sposób uodpornił się na ich działanie. To całkiem prawdopodobne, zważając na dzienną ilość tego chemicznego świństwa, dostarczaną jego organizmowi.
Właśnie wspomniany ból głowy zmusił go do odwiedzenia jakiegoś miejsca, w którym to mógłby się wyciszyć, a jednocześnie aż tak bardzo nie izolować się od społeczeństwa. Nie żeby planował dzisiaj zawierać jakieś znajomości. Wątpił, że spotka jakąkolwiek interesującą osobę, która nie narzucałaby mu się niepotrzebnie. Nigdy nie odczuwał jakiejś pilnej potrzeby, żeby mieć jakiegoś towarzysza na tym wiecznie pustym cmentarzu. Już i tak wystarczy mu to, że ma możliwość rozmowy z nieżywymi zwłokami.
Udał się do biblioteki. Wydało mu się to odpowiednim wyborem. Zanim jednak tu trafił, musiał oczywiście parę razy zgubić drogę. Nigdy nie odnajdywał się w tym cholernym szpitalu. Na co komu tyle zbędnych korytarzy? Jakby pacjentom nie wystarczyło samo siedzenie w pokojach. Lucien całe dnie przesiaduje w jednym pomieszczeniu i jakoś mu to zbytnio nie zawadza. Od czasu do czasu wykopie jakiś dołek na kolejną trumnę do kolekcji, ale tak to raczej bez szaleństw.
Do pomieszczenia starał się wejść, będąc niezauważonym. Nie było to raczej problemem, ze względu na niewielką ilość obecnych osób. Na nikogo konkretnego nie zwrócił uwagi. Rzucił jedynie wzrokiem na ich twarze bez konkretnego celu. Pewnie i tak w przyszłości ich chociażby nie skojarzy. Jakoś nie miał do tego wszystkiego pamięci. Jego głowa przejmowała się wieloma innymi rzeczami, niż tym, skąd zna rysy twarzy określonej osoby. Nie było mu to do szczęścia potrzebne.
Kompletnie nie miał pojęcia, co ma zamiar poczytać. Głupio by było tak po prostu się rozsiąść na krześle i przyglądać się wszystkiemu dookoła. Niby wziął ze sobą swoje krzyżówki, ale to, czy się za nie zabierze, to już zupełnie inna historia. Ból w górnej partii ciała nadal nie ustępował, a to uniemożliwiało mu skupienie się. Wziął jakąś pierwszą z brzegu książkę, nawet nie patrząc na jej okładkę. Masując swoje skronie, udał się do pierwszego, lepszego stolika, przy którym się rozsiadł. Nie zwrócił uwagi na to, czy ktokolwiek przy nim siedzi. Chociaż mógłby przysiąc, że jakaś męska postura mu mignęła kątem oka. Położył książkę na blacie, aby móc przejechać palcami po swoich powiekach. Jeszcze tego brakowało, żeby nabawił się gorączki. W końcu usiadł prosto, obdarowując spojrzeniem osobę, do której się dosiadł. Jasne włosy, tatuaż, „kolczyk” w uchu… Dokładnie zmierzył go wzrokiem, aż w końcu odchrząknął, zdając sobie sprawę z tego, że może być to dosyć… niekomfortowe.
- Chyba nie masz mi za złe, że się dosiadłem? – spytał w końcu, uniemożliwiając ciszy dalszą jej egzystencję. Tak właściwie niezbyt wiedział, z kim ma do czynienia. Niby nigdy nie widział nikogo takiego w składzie personelu, ale może być to spowodowane jego słabą pamięcią. Na pacjentów zwykle nie zwraca większej uwagi, więc gdyby okazał się jednym z nich, to nic dziwnego, że go nie rozpoznał. Długie rękawy jego bluzki uniemożliwiały mu jakąkolwiek głębszą analizę. Nadal mu się przypatrywał, chcąc znaleźć jakiś element, który by na cokolwiek wskazywał. Wcale się z tym nie krępował. Westchnął w końcu bezradnie.
- Jak wy, pacjenci, robicie to, że nie gubicie się w tym obrzydliwie wielkim szpitalu? – Tak, ma zamiar sobie ponarzekać, skoro ma do tego okazję. Przy okazji dowie się coś na temat osoby, siedzącej przed nim. Chociaż nie można obiecać, że ten fakt zapamięta. Jeżeli mężczyzna nie okaże się za bardzo zainteresowany jakąkolwiek rozmową, to sobie podaruje i w końcu zamilknie. Ewentualnie wróci wraz z krzyżówkami na swoje cmentarne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Nie Lut 22, 2015 1:37 pm

W momencie przewracania, odrobinę zabrudzonymi warstwą kurzu palcami, niewielkich kartek z jednej strony, na następną nie mógł powstrzymać się, od zawiedzionego przeciętną oklepaną treścią westchnięcia. Przeciągając się, wyprostował pod stołem nogi w kolanach.
Wydawało mu się, że przez krótką chwilę czuł na sobie czyjś wzrok jednak na samą tą myśl, pokręcił z niedowierzaniem głową. Dopiero po chwili, gdy zetknął się z przeciwległym butem, uniósł podbródek wyżej, wpatrując się w postać mężczyzny pozornie niewiele od niego samego starszego.
Gdyby przedtem mieli okazje się poznać, lub przynajmniej raz przeprowadzić krótką rozmowę, na pewno zapamiętałby tę jego szczupłą, odrobinę podobną sobie twarz oraz gęste kruczoczarne włosy, opadające na blade jak kartka papieru policzki. Zaskoczony pytaniem, tylko pokręcił przecząco głową dając mu do zrozumienia, że naprawdę nawet gdyby chciał nie mógłby przepędzić go w inne miejsce z racji tego, że stolików w biblioteczce wyraźnie poszczędzili. Zmuszając wszystkich z niej korzystających do przebywania w zwartej grupce, nad którą łatwiej w razie potrzeby, byłoby zapanować. Nowo przybyły rozmówca wydawał się, ze wszystkich obecnie znajdujących się w pomieszczeniu najbardziej przyjaźnie nastawionym. Chociaż nie emanował nieskończonymi pokładami miłości, którą chciałby dzielić się ze wszystkimi. Zachowywał należytą powagę. W tym momencie, nie wyglądał na kogoś, szukającego dla rozrywki zaczepki a to się w szpitalu, w którym aż roiło się od rozmaitości i nieprzewidywalnych zachowań, niezmiernie ceniło. W końcu nadszedł długo wyczekiwany moment, w którym wypadałoby się przedstawić.
- Nazywam się Victor, a Ty jeśli mogę zapytać? - Chociaż kultura wymagałby podania sobie dłoni szczególnie dlatego, że obaj byli mężczyznami a ci w przeciwieństwie do kobiet, naprawdę lubowali się w podobnych spoufalankach powstrzymał się, przed wyciągnięciem ku niego wspomnianej. Ale to nie dlatego, że nie miał do niego szacunku, czy brzydził się jego dotykiem. Victor po prostu nigdy nie przepadał, za ceremonią witania się. Wolał zachowywać pewien dystans, ceniąc sobie przestrzeń osobistą nie tylko swoją, ale także innej osoby która być może nie chciałaby dzielić się zarazkami zdobytymi ze wszystkich przedmiotów, których wcześniej się dotykało. To nie była obsesja, a środki ostrożności.
- Warto byłoby, w razie niewyjściowej sytuacji znać teren, na który i tak niezmiennie patrzymy od rana do nocy. Mamy naprawdę bardzo dużo czasu, na poruszanie się po korytarzach i salach. - Uśmiechnął się na tę myśl kącikiem ust, niespiesznie odrywając policzek od dłoni, na której jeszcze do niedawna się wspierał. Nie zamykając książki, po prostu położył niedaleko niej ręce kładąc na blacie łokcie a tym samym, przyjmując odrobinę wygodniejszą w niezobowiązującej rozmowie pozycję.
- Nigdy przedtem Cię tu nie widziałem... Pacjent? A może lekarz we własnej osobie? To nie możliwe. Oni się tu bez potrzeby nie zapuszczają. Zamiast czytać książki czy wdawać się w rozmowy z pacjentami, wolą sączyć z pielęgniarkami kawę i się użerać z tymi, których już całkiem obłęd omamił. - Zastukał przyciętymi paznokciami o blat stolika a kiedy przyłapał się na tym, że naprawdę wykazywał się w stosunku do nieznajomego niezdrowym zainteresowaniem. Wypytując na wstępie o to, jaką rolę mógł pełnić w szpitalu, karcąco zagryzł koniec własnego języka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Nie Lut 22, 2015 9:53 pm

Co jakiś czas przenosił wzrok to na otoczenie, to na swojego nowego rozmówcę, to z kolei na książkę, która znajdowała się przed nim. Szukał czegoś, na czym mógłby zawiesić swój wzrok. Dziwnie się czuł, gdy patrzył komuś prosto w oczy, zatem na to nie było za bardzo co liczyć. W pewnym momencie skupił się na tatuażu, należącym do chłopaka siedzącego przed nim. Lilia. Niby ładny, przyjemny dla oka, ale czy ma jakąkolwiek symbolikę? Jest on dla niego czymś szczególnym? Zresztą... pewnie chłopak i tak tego nie pamięta. Jakie to dziwne musi być uczucie, gdy całe twoje życie nagle się wymazuje. Wszystkie ważne dla ciebie wspomnienia... Nawet nie wiesz, cholera jasna, kim są twoi rodzice i czy w ogóle żyli, zanim trafiłeś do tego okropnego miejsca. Na samą myśl, że mógł znaleźć się na miejscu takiego pacjenta, przeszyła go fala dreszczy. To tak, jakby narodzić się od nowa. Nie, stop. Chyba nie masz zamiaru się litować nad czyimś losem, prawda Lucien?
Odpowiedział mu niewielkim uśmiechem, gdy ten pokręcił głową na znak, że nie przeszkadza mu jego obecność. Nieznacznie się ucieszył. Tak, dokładnie. W końcu może spotkał kogoś, kto nie ucieka w drugi kąt pokoju, zakrywając się rękoma, żeby przypadkiem nie dostać kolejnej dawki jakiegoś płynu z podejrzanej strzykawki. Aby nieco to zatuszować, odwrócił głowę w stronę okna. Jak zwykle panowała tam paskudna pogoda. Jakby chociażby otoczenie nie mogło być choć o odrobinę sympatyczniejsze. Już sam ten fakt wpędza ludzi w depresję. Przeniósł na niego wzrok dopiero wtedy, gdy usłyszał jego imię.
- Lucien Joannes Christensen - przedstawił się swoimi pełnymi danymi, opierając głowę na ręce. - Nie lubię, gdy ktoś skraca moje imię albo nadaje mi pseudonimy, więc proszę, abyś tego nie robił - od razu zwrócił mu na to uwagę. Wpatrując się w niego i jego twarz, powtarzał sobie w myślach jego imię. Może chociaż to uda mu się ulokować gdzieś tam w zakątkach swojej pamięci. - Oczywiście możesz zwracać się do mnie po nazwisku albo używać mojego drugiego imienia. Jak ci będzie wygodniej - znów posłał mu delikatny uśmiech. Dopiero gdy skończył mówić, uświadomił sobie, że już na samym wstępie nieco się rozgadał. Może faktycznie zaczęło brakować mu jakiejkolwiek rozmowy?
On sam także niezbyt przejął się podaniem mu dłoni. Dosyć często to pomijał. No chyba, że w grę wchodziły kobiety. Wtedy rzecz jasna postępował zupełnie inaczej. Zamiast jakiegokolwiek gestu w jego stronę, chwycił swoje krzyżówki, otworzył je na pierwszej, lepszej stronie i zapisał tam jego imię. Tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że jednak pojawiła mu się jakaś luka w pamięci. Krzyżówkę odłożył na stół, obok książki. Wsłuchiwał się w jego słowa z niemałym zainteresowaniem. Przy okazji dowiedział się, że Victor jest jednym z pacjentów. Gdy skończył, westchnął cicho.
- I nie nuży was to? Co wy robicie całymi dniami? - Nie żeby sam Lucien miał co robić. Tylko tyle, że od czasu do czasu przybywało mu jakichś tam obowiązków, a taki sobie pacjent... Co on ma robić? Leżeć całymi dniami w łóżku? - ...Chociaż sam nie mam zbyt ciekawych zajęć. Pozaczepiam sobie czasem takich Victorów i od czasu do czasu porobię zamki z piasku. - Uśmiechnął się na samą myśl, że jego praca może być powiązana z zabawą w piaskownicy. No, po części tak było. Szkoda tylko, że w ziemi nie zakopywał żadnych ciekawych skarbów, a martwe ciała.
W momencie, gdy Victor zadawał mu następne pytania, sięgnął do jednej ze swojej kieszeni, skąd wygrzebał kolejne tabletki przeciwbólowe. Nie powinien brać ich aż tyle w tak krótkim odstępie czasu, ale już naprawdę nie mógł wytrzymać. Masowanie skroni tym bardziej nie dawało żadnych rezultatów. Wziął dwie białe kapsułki na dłoń, po czym szybkim ruchem ręki, zgarnął je sobie do ust. Przełknął, po czym swój wzrok znów skupił na swoim rozmówcy. Nie chciał już na samym wstępie dzielić się z tym, że jest grabarzem. Niekiedy bywa tak, że niektóre osoby nie reagują na taką informację zbyt przychylnie. Traktują grabarzy tak, jakby sami zabijali ludzi i dla niepoznaki zakopywali ich zwłoki.
- Ani pacjent, ani lekarz. Nie jestem jakąś typową osobą z personelu z napiętym grafikiem... Mam dosyć elastyczny plan pracy i raczej nie ingeruję w sprawy szpitala - powiedział, owijając nieco w bawełnę, zamiast od razu powiedzieć prosto z mostu. Nie rozumiał w zasadzie, z czym tak właściwie się krył. - Nie będę cię faszerował lekami, ani torturował. O to nie musisz się martwić. Jestem grabarzem. Raczej nie kręci mnie zabawa z żywymi ciałami - wyjaśnił w końcu. Dopiero po chwili zrozumiał, że mogło zabrzmieć to dosyć... dziwnie. - Znaczy... nie żebym był nekrofilem. Tego akurat mogę sobie zaprzeczyć z ręką na sercu.
Do czego to doszło, że tłumaczy się komuś na temat swoich upodobań? Odchrząknął, rozumiejąc, że rzeczywiście za bardzo się rozgadał. Już nawet nie zwracał uwagi na to, co mówi. Jeszcze później zacznie tego żałować. Spojrzał na książkę, którą jeszcze chwilę temu czytał Victor. Palcem podważył strony, aby móc ujrzeć okładkę. Zdziwił się, gdy nic takiego tam nie zobaczył. Nieco zawiedziony, cofnął dłoń.
- Czytasz coś konkretnego czy, tak jak w moim przypadku, jest to losowa książka? - zapytał z czystej ciekawości i po to, aby dodatkowo wydłużyć nieco rozmowę. Musiał przyznać, że ów pacjent przed nim, wywarł na nim całkiem sympatyczne wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Pon Lut 23, 2015 8:26 pm

Imię Luciena wraz z wypowiedzeniem go po raz pierwszy, przez właściciela, zdecydowanie na długo zapadało w pamięci z racji oryginalności, ale także i przyjemnego wydźwięku. Victor był wyczulony na prawidłową artykulację konkretnych słów, oraz ciągów zdań dlatego w tym momencie był niezmiernie zadowolony z tego, że mężczyzna z którym rozmawiał potrafił bardzo przyjemnie dla uszu, gdyż wyraźnie oraz z odpowiednią intonacją pozbawioną wyuczonych  akcentów sklecać ze sobą proste, pozornie niczym nie wyróżniające się zdania.
- Victor Cornelius Tarver. Wystarczy po prostu Victor, bo nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek zwracał się do mnie drugim imieniem albo samym nazwiskiem. - Pospiesznie poprawił się, prezentując tym samym pełne miano wraz z imionami, oraz być może ważnym dla Christensena nazwiskiem. Przede wszystkim dlatego, aby to wywrzeć na rozmówcy odrobinę lepsze wrażenie, z zamiarem zamaskowania nieeleganckiej wpadki. Rozmówca mający szczerą ochotę, poświęcić odrobinę swojego cennego czasu, wydawał się nie być zrażony ciekawością jaką wykazywał się zakolczykowany pacjent dlatego też, nie przerywał mu, gdy ten zaczynał coraz bardziej się rozgadywać prezentując coraz to ciekawsze elementy składowe, swojego równie krótkiego życia na terenie nieprzyjemnego szpitala. Zastanawiając się nad odpowiedzią na zadane pytanie, niespiesznie przesunął dłonią wzdłuż obolałego karku.
Wzrok który dotychczas namiętnie i nachalnie wlepiał w towarzysza niecodziennej konwersacji spuścił niżej, na krzyżówki, wewnątrz których na wszelki wypadek zapisane było jego imię. Niestaranny wpis wydawał się być obietnicą jeszcze jednej rozmowy.
- Zmuszają nas do brania naprawdę dużych ilości leków, przez które przesypiamy godziny. Lekarze przeprowadzają z nami terapie na których wyjaśniają, że samobójstwa nie są rozwiązaniem wszystkich naszych problemów, a umrzeć możemy tylko przez chorobę. - Kiedy zorientował się, jak w rzeczywistości zabrzmiał, wypowiadając gorzkie słowa od których aż przewracało się człowiekowi w żołądku, zacisnął wargi w cienką linię, starając się niemrawo uśmiechnąć. Jak gdyby zupełnie nie przejmował się tym, że wszystkie te przyjemności zarezerwowane były właśnie dla takich świrów jak on sam - dla chorych psychicznie.
- Mógłbym o coś poprosić? Nie waż się ani przez chwilę dopuszczać do siebie myśli, że w tym momencie zastanawiam się nad tym, które drzewo byłoby dla mnie najodpowiedniejsze. - Zażartował ze śmierci, na wspomnienie której niejeden rosły mężczyzna potrafił wzdrygnąć się, doskonale pamiętając chwile w których otarł się o nią chociażby przez ulotną sekundę. Zastukał lekkimi butami w postaci trampek o podłogę, nim nie zdecydował się znów spojrzeć. Tabletki którymi raczył się Christensen, od razu przykuły uwagę Victora, gdyż te wydawały się mu być na swój sposób znajome. Jednak nie mógł sobie przypomnieć, gdzie ostatni raz widział podobne. Codziennie oglądał tabletki najróżniejszych kolorów i powoli się gubił. Nie pamiętał już, które tak właściwie na co miały mu pomagać. Brał bez zbędnych pytań wszystkie, tak jak mu uśmiechający się w kpiący sposób, od ucha do ucha, lekarz zalecił.
- Leki? Wszystko z Tobą w porządku? - Zapytał zmartwionym tonem, tym samym przyglądając mu się odrobinę dokładniej. Nie mógł mu jednak zarzucić, że wyraźnie zbladł gdyż jego twarz już od samego początku wydawała się wyglądać tak jak gdyby dopiero co spotkał się, na osobności z nieumarłym. Zaskoczony zawodem, z którym przedtem nie miał zbyt dużej styczności, zamrugał kilkakrotnie nim nie zebrał się w sobie, starając się poukładać myśli o tym, że z żywymi ciałami Christensen nie lubił się bawić. Powstrzymał się od nieprzyjemnego wzdrygnięcia. Wyjaśnienia sprawiły, że spadł mu przysłowiowy kamień z serca co skwitował odetchnięciem z ulgą. Uśmiechnął się. A później celem powstrzymania bardziej rozciągającego się uśmiechu, którego mu tak zaprezentować nie chciał, przygryzł wnętrze swoich policzków udając, że wcale nie bawiło go omyłkowe stwierdzenie, że z nieboszczykami to mógłby każdą wolną chwilę spędzić w zdrowiu i chorobie a w łóżku w szczególności i to z dużym naciskiem.
- Nie podejrzewałbym Cię o to, że zajmujesz się sadzeniem w ziemi... martwych ludzkich ciał. Chyba nie mógłbym pracować w takim zawodzie. Nie jest Ci źle, kiedy na nich patrzysz? - Zapytał dla odmiany przybierając poważniejszy wyraz twarzy, przy okazji sięgając także dłonią w kierunku książki, by mu ją podać. Brakowało w niej kilku ważnych kartek. Odrobinę zmierzwił palcami swoją grzywę, nim nie wyprostował się na krześle. Kręgosłup odrobinę bolał od twardego, wżynającego się w plecy oparcia.
- Ktoś zostawił ją na stoliku, więc chciałem ją odłożyć. Ale kiedy zorientowałem się, że coś z nią nie tak bo brakuje tytułu i cała wydaje się być zdewastowana, postanowiłem do niej zajrzeć. To chyba historia o kobiecie, która zgubiła się w lesie ale nie jestem pewien. - Wzruszył obojętnie ramionami i zaraz to spróbował dobrać się do krzyżówek chociaż nie miał najmniejszego zamiaru ich wypełniać własnymi odpowiedziami. Bardzo chciał zobaczyć ile stron zostało przez Grabarza zapełnionych a i czy w rogach jawiły się jakieś serduszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Sro Lut 25, 2015 3:30 pm

Tak właściwie nie wymagał od Victora jego kompletnych danych. Było mu obojętne to, czy ma się do niego zwracać imieniem czy może nazwiskiem. Wątpił też, że zapamięta pełną jego godność. Jednakże był mu wdzięczny. Nie każdy dostosowuje się do swojego rozmówcy, a to cenił.
Nie umknął jego uwadze wzrok Victora, który bacznie mu się przyglądał. Czuł się przez to nieco niezręcznie, ale to tylko dlatego, że zazwyczaj ludzie dookoła aż tak bardzo nie zwracają na niego uwagi. Nie był jakoś wyróżniającym się elementem, w przeciwieństwie do Victora. Intrygował go jego kolor włosów. Był taki... niecodzienny. No i nie pomińmy jego oczu. Na nie Lucien też zwrócił szczególną uwagę. Skończyło się na tym, że to on teraz przyglądał mu się nieustannie z nieukrywaną ciekawością.
Skrzywił się nieco na temat samobójstwa. Zawsze był to dla niego niezbyt przyjemny temat. Nie lubił o tym słyszeć. Już nawet sam nie wiedział, co jest gorsze. Bycie zabitym przez nadmierną dawkę jakiegoś lekarstwa czy może odebranie sobie życia z własnej woli. Mimo tego, że jego praca wiąże się raczej ze śmiercią, bardziej cenił życie. Nie wyobrażał sobie, aby on sam był w stanie je sobie odebrać. Już na samą myśl przeszły go ciarki. Po raz kolejny tego dnia.
- I nawet nie próbuj o tym myśleć. Chyba nie chcesz po tym wszystkim trafić w moje ręce? - sam również zażartował, nawiązując do swojej pracy. Uniósł przy tym nieznacznie swoje kąciki ust do góry, wpatrując się we własne dłonie, które dla wygody ułożył na stoliku. - Szkoda by było, aby taka twarz wąchała kwiatki od spodu - dodał po chwili, bez jakiegokolwiek zmieszania. Jakby wcale przed chwilą nie przyznał, że Victor należy do przystojnych albo co najmniej ładnych osób. Jakby to w ogóle nie miało miejsca.
Z początku niezbyt wiedział, co ma mu odpowiedzieć na temat leków. Niby nigdy nie dolegało mu nic poważniejszego, ale jednak takie tabletki przeciwbólowe są nieodłącznym elementem jego codzienności. Czasem miał wrażenie, że sam wywoływał u siebie niektóre objawy, wmawiał sobie to, że jest chory, aby tylko móc sięgnąć po kolejną pastylkę. Czy to trochę nielogiczne? Lucien sam faszeruje się lekami, z własnej woli i głupoty, a pacjenci wręcz przeciwnie. Pragną od tego uciec.
- To tylko niewinne tabletki przeciwbólowe. Nie mogę dzisiaj wygrać z bólem głowy, dlatego się nimi faszeruję - wzruszył obojętnie ramionami. Chyba ostatnio nie za bardzo przejmuje się własnym zdrowiem. Kiedyś mu to wszystko w końcu zaszkodzi. - Dodatkowo, stały się chyba moją rutyną i przekleństwem jednocześnie. Nie wiem czy można się od nich uzależnić, ale jeżeli tak, to bardzo możliwe, że to jest właśnie to - zwierzył się, czując się nieco lepiej, że ma z kimś możliwość podzielenia się tym brzydkim i ciężkim nawykiem, którego nie jest w stanie się wyzbyć w jakikolwiek sposób.
Spojrzał na niego, unosząc jedną brew, gdy zauważył uśmiech na jego twarzy. Powiedział coś... zabawnego? Cóż, nie wszyscy uznają zabawę z trupami za coś normalnego, drogi Lucienie. Nie mogąc się powstrzymać, także się uśmiechnął.
- Źle? - powtórzył, zbierając myśli. - Nie sądzę. Powinienem obawiać się raczej żywych, a nie martwych, nie uważasz? - Naprawdę nie rozumiał. Same zwłoki i to, jak wyglądają, kojarzy mu się raczej z czymś niegroźnym. Ich widok jest czymś, co utożsamia z brakiem trosk, ze snem. Oczyszczeniem. Przyjrzał się książce, którą przysunął w jego stronę. Wziął ją do ręki, uważnie ją oglądając. Rzeczywiście nie była w najlepszym stanie. Przejechał palcami po okładce, a potem zaczął przewracać strony.
- Niektórzy by ją po prostu odstawili. Tym bardziej, zauważając jej stan - mówiąc to, odkładał ją z powrotem na stół. - Interesuje cię jakiś konkretny gatunek literacki? - spytał z czystej ciekawości. W tym samym czasie zaczął znów grzebać po swoich kieszeniach. Mógłby sobie przysiąc, że gdzieś tam miał pochowane cukierki o smaku przeróżnych owoców. W końcu znalazł je, rozpakował jednego i włożył sobie do ust, zaraz po tym wykładając resztę na stół. - Jeżeli chcesz, to możesz się poczęstować. Nie krępuj się - znów pojawił się nikły uśmiech na jego twarzy. Nieco poważniejąc, podłożył sobie dłoń pod głowę, aby móc jeszcze dokładniej przyjrzeć się Victorowi, który akurat w tym momencie sięgał do jego krzyżówek. Nie miał temu nic przeciwko. I tak nie znajdowało się w nich nic ciekawego. Oprócz jego imienia, rzecz jasna.
- Masz bardzo interesujące włosy. Nieczęsto spotykam tutaj osoby w takich barwach - zrobił przerwę, aby móc przygryźć cukierka. Jakoś nigdy nie potrafił zostawić ich w spokoju, czekając aż te się same z siebie rozpuszczą. - Niefortunny wypadek z farbowaniem, zamierzony efekt czy może objaw buntu? - Gdy skończył, zniszczył słodycz zębami doszczętnie wraz z charakterystycznym dla tego dźwiękiem. Ku jego zdziwieniu, zupełnie zapomniał o bólu głowy, który w tym momencie nie dawał się aż tak bardzo we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Victor

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Sro Lut 25, 2015 6:55 pm

Wzruszył ramionami, nim nie zatrzymał się na zadanym pytaniu sugerującym, że jeśli kiedykolwiek zdarzyłoby mu się umrzeć mężczyzna na którego patrzył, byłby jedynym chowającym go w przyszpitalnej mogile.
W głowie Victora zagościło kilka wizji na temat tego, jak mogłaby wyglądać jego śmierć.  Chociaż nigdy nie przejmował się takimi aspektami, w tej chwili zastanowił się nad tym, czy wyglądałby wystarczająco dobrze, podczas ostatniego pożegnania z młodym Grabarzem. Zdziwiony przemyśleniami, których nie potrafił w porę wyzbyć się, by skoncentrować na przyjemnej rozmowie, jednomyślnie  uznał zamyślając się na dłuższą chwilę, że zimnemu nieboszczykowi  zrobiłoby się na sercu cieplej na myśl o tym, że ktoś by dostarczał mu kwiaty.
- W Twoich rękach na pewno byłbym bezpieczniejszy, niż za szkłem na wystawie w pokoju jednego ze szpitalnych specjalistów... Na pewno masz w tym duże doświadczenie. - Zasugerował, tym razem także przyjaźnie uśmiechając się kącikami ust. Towarzystwo Luciena wyraźnie mu odpowiadało i nie miał żadnych przeciwwskazań, do kontynuacji niedawno zaczętej rozmowy. Szczerze mówiąc po wszystkich tych spowiedziach z nieprzyjemnych grzechów, zaczynał czuć się przy nim swobodniej, uświadamiając sobie, że wszyscy musieli się z długoterminowymi problemami, wbrew wszystkiemu zmagać. Poinformowanie o przeznaczeniu niewinnie wyglądających, białych tabletek odrobinę go uspokoiło.
Jednak pomimo tego, że uwierzył mu na słowo gdyż nie miał innego wyboru, przynajmniej przez moment zastanawiał się nad tym, czy aby towarzysz rozmowy nie kłamał, zażywając substytuty wydawane na receptę - mocniejsze i skuteczniejsze, ale też takie o silniejszych skutkach ubocznych, które mogłyby z racji wieloletniego raczenia się nimi zniszczyć organizm.
- Aby na pewno nie jesteś tym słynnym dilerem tabletek, o którym tyle się ostatnio słyszy? Mógłbym zgłosić  się do Ciebie, jeśli zacznie mnie coś pobolewać? Masz ich zawsze więcej? - Nie mógł w porę powstrzymać się, od wypytania mężczyzny o najdrobniejsze szczegóły, ze zdeterminowaniem zupełnie do niego nie podobnym, starając się ubić interes życia. Nieznacznie przygryzł własną dolną wargę na myśl o tym, że zaopatrzenie się w razie potrzeby u Grabarza do końca pobytu w szpitalu, w tabletki nie przepisywane przez konkretnych lekarzy, było opcją niezwykle kuszącą a przy tym zakazaną. Przez którą oboje mogliby mieć spore kłopoty, jeśli Victor zdecydował się od nich uzależnić tudzież specjalnie przedawkować... Do tego na szczęście na razie mu się nie spieszyło. W międzyczasie wymuskał brzegi, przewertowanych w trakcie rozmowy kartek krzyżówki, przyglądając się poszczególnym, charakterystycznym literom jakimi posługiwał się Lucien. Porównywał który z nich pisał staranniej i wkrótce doszedł do wniosku, nie umniejszając właścicielowi grubego zeszytu, w którym aż roiło się od słownych łamigłówek, że nawet w pośpiechu Victorowi zdarzało pisać się ładniej, niż Lucienowi! Wyszczerzył się odrobinę.
- Zwykle szukam książek, poruszających szokujące tematy uzależnień, tj. alkoholizm, narkomania czy zaburzeń psychicznych, ale bardzo przyjemnie czyta mi się także kryminały oraz literaturę medyczną. - W odpowiednim momencie, przygryzł koniec swojego języka przypominając sobie, że gdy nie miał ochoty, lub możliwości znalezienia tematyki która go interesowała, sięgał po romansidła a także delikatne, różnorakiej maści erotyki pisane z myślą o kobietach.
Na pewno żaden trzeźwy mężczyzna, nie powiedziałby drugiemu o tym, o czym w tym momencie pomyślał. Nie chciał go do siebie zniechęcić, ani tym bardziej wystraszyć. Dlatego tylko odchrząknął, starając się skupić na zainteresowaniach wpatrzonego w niego ciemnowłosego, obecnie wygrzebującego z czeluści kieszeni, resztki cukierków.
- A jak to jest z Tobą? Co lubisz czytać? Albo jaki jest Twój ulubiony kolor? Gdzie mieszkasz? W szpitalu czy może gdzieś poza nim, w miejscu w którym nikt Cię nie kontroluje? - Zdecydował się sięgnąć po jednego z cukierków.
W zamian za wspomnianego, oddając mu krzyżówki, aby się nie pomylić i przypadkiem nie zabrać ich później ze sobą. W trakcie wydobywania z wnętrza szeleszczącego papierka, twardej fioletowej, landrynkopodobnej istoty która to szybko znalazła się między zębami, by wylądować we wnętrzu ust, narobił wokół siebie niepotrzebnego hałasu. Cukierek był dla niego w tym momencie zbyt twardy, by zacząć go rozgryzać. On także uwielbiał w ten specyficzny sposób uszkadzać swoje szkliwo nazębne, jednak zawsze czekał do momentu, w którym cukierek zaczynał robić się przeźroczysty, wtedy szybciej pękał.
- Podobają Ci się? Może zabrzmi to śmiesznie, ale... Nie do końca pamiętam, dlaczego wybrałem akurat ten kolor, wiem tylko, że był zamierzony... Chyba. Ja... Zdarzyło Ci się zapomnieć? To bez sensu... Wydaje mi się, że chciałem wtedy zmiany, naprawdę radykalnej ale wątpię, żeby ktoś mi na taki wybryk pozwolił. - Wypowiadając te słowa, zmierzwił w zakłopotaniu białe włosy. Naprawdę nie mogąc wyzbyć się wrażenia, że przefarbowanie musiało być dla niego czymś naprawdę ważnym. Zwykle się sobie nie przyglądał, chociaż widział swoją twarz każdego poranka w lustrze. Nie uznawał się za bardzo wyróżniającego, na tle wszystkich innych pacjentów i personelu.
Nawet poszarzałe tęczówki którymi lustrował wszystkich, z którymi rozmawiał, musiały mieć swoją historię. Tej jednak zdawał się nie znać z góry przyjmując, że taki się najwyraźniej urodził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Klara
Kochanka diabła

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 26/02/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka   Pią Maj 15, 2015 9:49 pm

Takie sytuacje nie zdarzyły się w szpitalu często, jednakże od każdej reguły istnieje wyjątek, idąc tym tropem, aktualne położenie Klary było właśnie tym przysłowiowym ustępstwem.
Rzeczy martwe mają do siebie to, że lubią być złośliwe, czasami dużo bardziej niż sytuacja tego wymaga. Ich złośliwości przejawiają się między innymi w tym, że często przestają działać, raz kończą ze sobą po cichu, tak, że posiadacz nie ma pojęcia o ich śmierci i dopiero podczas próby użycia na jaw wychodzi, co się z nimi stało. Innym razem rzeczy przestają działać w trakcie używania, zupełnie nagle i gwałtownie, czasami prawie teatralnie, a częściej niż czasami lubią krzywdzić przy tym także swego właściciela. Bądź co bądź, nawet szpital taki jak S. zapewniał swoim pacjentom trochę luksusu np. w postaci kaloryferów, które ogrzewały szpitalne pokoje. Były przy tym trochę przestarzałe, można by rzecz, że aż za bardzo i w skrajnych przypadkach stwarzały zagrożenie. Sytuacja, która miała miejsce w pokoju 68, była jedną z tych skrajności, kiedy rzeczy martwe chwaliły się swoją złośliwością.
Klara spędzała ranek w swojej klitce, czytając książkę o dziwnym francuskim tytule. Z powodu przymrozków kaloryfery grzały pełną parą. Ciśnienie w tym, który znajdował się w pokoju Very, musiało niesłychanie wzrosnąć, ponieważ (o, zgrozo) kaloryfer dosłownie wybuchł! Gorąca woda zaczęła tryskać we wszystkie strony, a prawe ramię Klary zostało poparzone, przerażona zaczęła wrzeszczeć, a co działo się dalej na pewno wie każdy mieszkaniec szpitala, bo plotki szybko się rozchodzą.
Pokój Klary miał zostać wyremontowany, mieszkanie w nim w trakcie remontu było niemożliwe, z tego powodu Very została odesłana na dywanik dyrektora i poinformowana, że na kilka lub kilkanaście dni zostanie przeniesiona do pokoju innej pacjentki. Poszukiwanie odpowiedniej współlokatorki i poinformowanie jej o tym zajęło trochę czasu. Po załatwieniu wszystkich formalnych spraw, jedna z pielęgniarek zaprowadziła Klarę do biblioteki, aktualnego miejsca przebywania jej nowej współlokatorki. Dziewczyna zupełnie nie miała pojęcia kim jest ta druga, nigdy dotąd jej nie spotkała, a zawsze miała wrażenie, że zna wszystkie twarze szpitala.
Very denerwowała się jak przed pierwszą randką. Pielęgniarka zostawiła ją przed wejściem do biblioteki, pokazując po prostu miejsce na którym siedziała dziewczyna.
Przełykając ślinę i starając się udawać wyluzowaną, palcem wskazującym dotknęła odwróconą tyłem dziewczynę.
- Hej, to ja wpraszam ci się do pokoju!
Uśmiechnęła się, najmilej jak potrafiła i złożyła dłonie w geście przeprosin.
- Przepra... - nie zdążyła dokończyć, kiedy dziewczyna odwróciła się. Oczy Klary zwiększyły się do monstrualnych rozmiarów, dłońmi zakryła usta. Ta dziewczyna wyglądała jak jakaś upiorna zjawa! Very bała spojrzeć się w równie upiorne oczy dziewczyny. Uspokój się, nie bądź niemiła! Na jej ustach ponownie pojawił się ciepły uśmiech, miała nadzieję, że dziewczyna nie zauważyła jej reakcji. - Mam na imię Klara. - wyciągnęła w kierunku czarnowłosej zjawy dłoń, z jej twarzy ani na chwilę nie schodził uśmiech, może trochę zbyt przesadzony, ale Francuska nie chciała pozwolić, by jej nowa znajoma miała o niej złą opinię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biblioteka   

Powrót do góry Go down
 
Biblioteka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: I BUDYNEK :: Druga część-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty