IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon

Go down 
AutorWiadomość
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Salon   Sro Lut 11, 2015 8:53 pm

Dość przestronny pokój, który graniczy z kuchnią. Pomieszczenie wymalowane jest na blady błękit, a podłoga wyłożona płowymi, porysowanymi już panelami, na których położony został niewielki, szarawy dywan. W salonie mieści się kilka przestarzałych foteli i duża kanapa, przed którą ustawiony jest... niedziałający, stary telewizor z małą antenką na samym szczycie. Na ścianach wywieszone są różne stonowane obrazy, a gdzieniegdzie powieszone są zwisające, obumarłe rośliny. Przy fotelach jest niemały kominek, w którym już nikt od lat nie rozpalał ognia. Drewno, które się w nim znajduje, jest na tyle stare, że zapewne przy pierwszej próbie sprawdzenia zdatności kominka, belka drewna spłonie w kilka sekund. Na ścianie widnieje ogromne, białe okno z widokiem na podwórze, którego drewniane framugi zaczynają próchnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Yuriy
Zjawa

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lut 21, 2015 7:56 pm

W nocy ruch w szpitalu znacznie się zmniejszał. W zasadzie malał do zera. Co było Yuriyowi bardzo na rękę, ponieważ zazwyczaj wychodził tylko nocą, w dzień jedynie sporadycznie opuszczał pokój. Nie przepadał za widywaniem się z innymi, głównie dlatego, że było to zbyt problematyczne. Nie spotkał jeszcze nikogo, kto znałby język migowy, a ciągłe pisanie na kartkach na dłuższą metę jest naprawdę męczące. W dodatku część pacjentów wydawała mu się być niezbyt przyjazna, a on zdecydowanie wolał nie wdawać się w żadne konflikty. Co absolutnie nie przeszkadzało mu traktować każdego, kto do niego zagadywał, wysoce nieufnie, a czasami nawet wrogo, żeby tylko dali mu spokój. Nad wchodzeniem w nowe znajomości wolał mieć całkowitą kontrolę i zdecydowanie preferował sytuacje, w których to on inicjował kontakt. Bo czasami nawet on lubił sobie zamienić z kimś parę słów.
Dzisiaj jednak nie miał ochoty na żadne wymienianie się karteczkami. Rano obudził się w zdecydowanie złym humorze – z materaca łóżka wylazła sprężyna, która nieznośnie kłuła go w bok, nie dając mu się porządnie wyspać. Wstał naprawdę wcześnie, więc mógł jeszcze spokojnie wybrać się do pustej kuchni, by coś przekąsić i w drodze powrotnej zahaczyć o bibliotekę. Czas do obiadu spędził nad książką, przy której jednak w końcu zmorzył go sen. Yuriy zasnął przy biurku i obudził się dopiero dobry kawał czasu po dwudziestej trzeciej, co prawda wyspany, ale za to okropnym bólem w karku. Co również jakoś specjalnie nie poprawiło mu humoru. Humoru nie poprawił mu również fakt, że poprzedniej nocy chyba został ołówki w salonie i zanim pomyśli, co chciałby tym razem stworzyć, najpierw wypadałoby je znaleźć. I po drodze mógłby też zajrzeć do kuchni, gdyż nie jadł już od ponad dwunastu godzin i żołądek wyraźnie dawał mu o tym znać – Yuriy czuł nieprzyjemne ssanie, a dodatkowo ręce już zaczynały mu się trząść. Z pokoju wyszedł więc cicho wzdychając. I ze szkicownikiem pod pachą, gdyż zdaje się, że dzisiaj na niebie pojawił się księżyc, co może być ciekawą inspiracją.
Wizyta w kuchni (pustej) nie trwała długo. Yuriy przygotował sobie kanapki, nalał wody do szklanki i z takim prowiantem udał się do salonu. Ołówki znalazł pod fotelem znajdującym się najbliżej okna, a że przez padające światło księżycowe było tam najjaśniejsze (zapalenie światła zepsułoby klimat), postanowił już tam zostać.
Wena jak zwykle przyszła znienacka, w efekcie czego zostawił nadgryzioną drugą z kanapek na rzecz szybkich, ale bardzo precyzyjnych ruchów ołówka. Wkrótce nowy rysunek pochłonął go całkowicie i Yuriy siedział nachylony nad kartką w szkicowniku, niepomny na nic wokoło niego. A już zwłaszcza nie na czas, którego poczucie stracił w jednej chwili. Zresztą, bycie głuchoniemym miało tę zaletę, że nie musiał się martwić o rozpraszający go hałas, cisza to jedyne, co znał. Nie przeszkadzały mu włosy, łaskoczące go w policzki, nie przeszkadzał mu nawet chłód dotykający jego stopy, ani też fakt, że musi być już cholernie późno. Podwinął nogi pod siebie i ze skupieniem obserwował kolejne pokazujące się kreski – długie palce wydawały się same sunąć po papierze, jakby nie potrzebowały polecenia „z góry”. Czasami tylko przekręcał kartkę to na lewo, to na prawo, chcąc złapać więcej księżycowego światła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demyan
Voron

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lut 21, 2015 9:28 pm

Wieczne przesiadywanie w pokoju ochrony stało się już codziennością. Dzień był czasem lekarzy i pielęgniarek, którzy obejmowali "wartę" w szpitalu, dlatego nie miał specjalnie nic do roboty. To tylko przejść się korytarzem, aby sprawiać wrażenie, że cokolwiek robi bądź wyjść na zewnątrz, z dala od tej ciężkiej atmosfery. Choć i tam trudno o przyjemniejszą, ponieważ w końcu od szpitala dzieli go zaledwie kilka kroków. Ale mimo wszystko lepsze zapomnienie się na świeżym powietrzu, nieświadomie wpatrując się w pierzastych przyjaciół, niż przez kilka godzin przesiadywać na czterech literach. Od jakiegoś czasu jego współpracownicy nie są zbytnio rozmowni, więc rzadko kiedy sprzyja mu okazja do tego, by z kimkolwiek porozmawiać. Jego szanse maleją jeszcze bardziej przez fakt, że większość osób żyje w przekonaniu, że on, Rosjanin z pochodzenia, nie potrafi ułożyć choćby jednego porządnego zdania po szwedzku. A zdziwiłyby się, nicponie. Mimo wszystko... z każdym dniem uświadamia sobie, że wcale ten obrót spraw mu nie ciąży. Być może nawet w jakiś sposób odpowiada, jeśli tylko nie musi przeprowadzać z nikim irytujących rozmów, czasem zapewne odbywających się na siłę. Ponadto cisza sprawia, że czuje błogi spokój, którego było mu tak potrzeba.
Natomiast noc jest momentem, w którym Demyan może swobodnie wyjść z tych ciasnych czterech ścian, nie obawiając się, że trafi na jakiegoś wariata, w tym miejscu zwanego pacjentem. Chyba każdy, kto był tutaj choć dzień, zdążył zauważyć, że obecnie budynek ten bardziej przypomina ośrodek psychiatryczny, niżeli normalny szpital. I chociaż gardzi nimi wszystkimi, w środku im zazdrości. Spowodowane jest to tym, że jeszcze niedawno mogli normalnie funkcjonować, żyć pełną parą, spełniać marzenia (jeżeli jakiekolwiek posiadali). A on? Nawet nie wie, ile czasu tu siedzi. Ale jeśli miałby zgadywać, to pewnie kurewsko długo. Wiele razy zastanawiał się, czy to nie lepiej. Bo w końcu co by czekało w prawdziwym świecie? Nikt na niego nie czekał, nie umierał z tęsknoty i nie martwił się o jego los. Gdyby jakimś sposobem udałoby mu się stąd uciec, znowu wróciłby do pustego domu.
Przetarł powieki, opierając się o najbliższą ścianę. Noce może i miały swoje zalety, ale posiadały też wady. Najczęściej był to czas, który sprawiał, że zaczynał za dużo myśleć, w szczególności o przeszłości. Zawsze w jego umyśle gościło pytanie "co by było gdyby?". Jak jego życie by teraz wyglądało, gdyby tamtego dnia nie stracił nad sobą kontroli? Gdyby okazał skruchę? ...Nie. Co się stało, to się nie odstanie. Najwidoczniej tak miało być, a jego obecna sytuacja jest czymś w rodzaju kary.
Powrócił myślami do rzeczywistości, kontynuując nocny obchód. Wyprostował się, zadzierając nos do góry, aby poprawić gruby kołnierz płaszcza. I już postawił kilka kroków do przodu, gdy nagle światło wydobywające się z jego latarki zaczęło migotać. Uderzył w nią kilka razy, wywołując tym ciche echo, po czym powróciła do wcześniejszej sprawności. Musi wreszcie wymienić baterie. Jeszcze trochę i będzie pełzać po ścianach, żeby wrócić cały z późniejszych obchodów. Tak czy inaczej, postanowił iść dalej. Może starczy światła na tę noc.
Nie natrafił na nic podejrzanego, gdy spacerował po innych częściach szpitala, dlatego nie spodziewał się już spotkać kogokolwiek. Czasem niektórzy pacjenci wymykali się ze swoich pokoi, ale miał wrażenie, że nic podobnego już go nie spotka. Przynajmniej do zakończenia dnia.
Uświadomił sobie jak bardzo się pomylił, kiedy tylko wkroczył do salonu. Przez pierwszą chwilę myślał, że jego wyobraźnia płata mu figle, ale po dłuższym przyjrzeniu się był pewien, że ma do czynienia z człowiekiem. Prawdopodobnie. Podszedł kilka kroków do dziwnie białej postaci, starając się zachować ciszę. Nie chciał jej spłoszyć, ponieważ wiedział, że jeśli tylko ucieknie, będzie musiał za nią biegać, prawie jak przy polowaniu. Kiedy już znalazł się dostatecznie blisko, poświecił chłopakowi w oczy, zahaczając palcem o kołnierz, aby ten już nie zakrywał mu buzi.
- Nie powinno cię tu być. - Rzucił chłodno, dopiero teraz zauważając talerz i szkicownik, który trzymał. Światło latarki przeniósł na kartkę papieru, przyglądając się czemuś, co na razie nic mu nie mówiło. Latarka znowu zamigotała, na co Demyan uraczył ją uderzeniem o ścianę. - Do pokoju. Teraz. - Pochylił się nad nim, ostrożnie kładąc dłoń na jego wychudzonym ramieniu. Wcześniej nie zwrócił na to uwagi, ale teraz, kiedy bliżej mu się przyjrzał, chłopak ten wydał mu się strasznie znajomy. Nie był jednak pewien, kogo mu przypomina.

_________________



#8a8a8a
.:: szwedzki :: rosyjski :: myśli ::.


Ostatnio zmieniony przez Demyan dnia Nie Lut 22, 2015 12:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuriy
Zjawa

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lut 21, 2015 10:41 pm

Yuriy doskonale wiedział, że właściwie nie można było przechadzać się nocą po szpitalu. Zdawał sobie sprawę też z tego, że ochrona zgarniała takich nocnych spacerowiczów i natychmiast odsyłała ich do pokojów. Po dobroci lub też nie. I zawsze za niezwykle zabawne uważał, że mu, który nocą spędza naprawdę dużo czasu poza pokojem, jeszcze nigdy nie zdarzyło się być złapanym przez stróżów. Nawet jeśli spotykał innego pacjenta i ucinał z nim sobie „pogawędkę” i nawet jeśli był pozbawiony tak istotnego zmysłu jak słuch, dalej był w stanie unikać ochroniarzy. Całkiem możliwe, że miał po prostu szczęście, bardzo dużo szczęścia, i pomimo tego, że nie słyszał niczyich kroków, odpowiednio wcześnie zauważał błyski latarki, co dawało mu trochę czasu na zmycie się z pola widzenia ochrony. I może też dlatego, że wybierał miejsca tak nieoczywiste, jak strych, do którego chyba nikomu nie chciało się zaglądać… no i nigdy nie zapalał światła, przynajmniej nie tego górnego i żadnej latarki, bo na przykład świeczki zdarzyło mu się zapalać, i owszem.
Dzisiaj zakładał bardziej się ukryć, może nawet wcisnąć za jakiś fotel i starać się nie poruszać żadnych przedmiotów wokoło siebie, żeby nie wywołać hałasu, który mógłby zwrócić na niego uwagę, ale moc twórcza nie wybierała. A szkoda, bo czasami mogłaby. A tak to siedział w niezwykle widocznym miejscu, radośnie nie przejmując się niczym i nikim, zapominając o otaczającym go świecie. Obchody były regularne i właściwie mniej więcej wiedział, kiedy się ich spodziewać, ale obecnie trochę stracił poczucie czasu. Nie miał głowy do tego, żeby jeszcze patrzeć na zegarek. Za bardzo pochłonięty był swoją pracą.
Której z każdym momentem przybywało i już teraz można było spokojnie zobaczyć, co przedstawia najnowsze dzieło Yuriya. Na kartce widniało duże, stare, rozłożyste drzewo, wyglądające właściwie kropka w kropkę jak to, które rosło na podwórzu. W prawym górnym rogu znajdował się księżyc; bardzo wyraźnie zaznaczone były jego  promienie, padające na konary drzewa, wśród których można było dostrzec postać. Najwyraźniej kobiety, gdyż miała na sobie sukienkę. Materiał sukienki nieco się uniósł i zafalował, dziewczyna ręce we wdzięcznej pozie trzymała w górze i nietrudno było się domyślić, że została uchwycona w ruchu – tańczyła. Cały rysunek wydawał się jednak mroczny, Yuriy pieczołowicie zaznaczał cienie, tworzył nocną atmosferę i dodał gęste zarośla za drzewem, by miejsce to wyglądało na bardziej ponure. Wyraźnie jednak nie było jeszcze skończone – dziewczynie brakowało twarzy, jej nogi były tylko lekkim zarysem, a drzewu brakowało sporego kawałka korony.
I wtedy zaskoczyło go światło, mocno uderzające go po oczach. Yuriy momentalnie zasłonił ręką oczy, sycząc z niezadowolenia i bardzo wyraźnie czując nowy przypływ irytacji. Że też akurat teraz. Czuł się oślepiony przez pierwsze parę sekund, więc nie widział, co mu pierwszego  do powiedzenia miała przybyła osoba. Z góry założył, że to ochroniarz, bo właściwie kto inny przyszedłby tu z latarką? I stąpał tak twardo, wyraźnie czuł wibracje podłogi. Kiedy uniósł głowę, przy okazji zaczesując palcami włosy do tyłu, odkrył, że miał rację. To ochroniarz, chyba kiedyś miał okazję zobaczyć go na korytarzu, który chce, by on natychmiast udał się do swojego pokoju. Wykluczone, na pewno nie teraz.
Wydął wargi w geście niezadowolenia, a następnie strącił z ramienia jego rękę gestem przypominającym odganianie muchy. I jak gdyby nigdy nic powrócił do swojego dzieła. Uznał jednak za stosowne napisać parę słów wyjaśnienia, więc po kilkunastu sekundach koło butów mężczyzny pojawiła się wyrwana ze szkicownika kartka.
Jeszcze nie skończyłem.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demyan
Voron

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lut 22, 2015 1:32 am

Z zamyślenia wyrwał go ruch chłopaka, który strącił jego dłoń ze swojego ramienia. Gdyby nie to, zapewne nadal przypatrywałby mu się niczym zahipnotyzowany. Miał nieodparte wrażenie, że go zna, choć na to były raczej... znikome szanse. A przynajmniej tak myślał. W końcu w tym kraju nie znał wielu ludzi, a już tym bardziej nie pacjentów tego szpitala. Uczucie to było jednak inne, różniące się diametralnie od pozostałych. To nie tak, że mógł go kiedyś zauważyć w sklepie bądź zamienić z nim parę zdań. Był pewien, że miał z nim do czynienia o wiele dłużej... jakby był znaczącą częścią w jego dawnym życiu.
Powoli zacisnął dłoń w pięść, gdy nie znajdowała się już na ramieniu pacjenta, a zawisła w powietrzu. W normalnej sytuacji nie pozwoliłby na takie zachowanie, tylko złapałby go za ubrania i siłą pociągnął do pokoju. Jednak, jak już zostało wspomniane, ta sytuacja różniła się od pozostałych. A tak właściwie różniła się osoba, z którą miał do czynienia. Z jakiegoś niejasnego dla niego powodu nie chciał tak z nią postąpić. I choć jego posunięcie niezwykle go zirytowało, powstrzymał się od czegokolwiek, co mogłoby zburzyć postawę blondyna.
Początkowo zdezorientowany widokiem kartki, wpatrywał się w nią chwilę. Dopiero po jakimś czasie postanowił schylić się po nią, aby dowiedzieć, co takiego tam nabazgrał. Zerknął to na napis, to na chłopaka, a potem z powrotem na napis.
- Niemowa? - Powiedział do siebie w swoim rodzimym języku, opierając się ramieniem o ścianę. Zlustrował kartkę wzrokiem jeszcze raz, po czym zgniótł ją kilka razy i włożył do kieszeni kurtki. Będzie na pamiątkę.
Nie musiał długo czekać, aż wspomnienia ponownie do niego wrócą. W szczególności teraz, kiedy widział przed sobą niemowę, przerażająco przypominającą mu jego brata...
Brata...
Yuriy.
Dokładnie... przypominał mu jego. I być może już uwierzył w to, że ma go przed sobą, ale nagle przytłoczyła go rzeczywistość. Co robiłby w tym miejscu? Przecież teraz powinien być już dorosły, może nawet posiadał dzieci, jeśli wiatry były sprzyjające. Wierzył, że nie skończył w ten sam sposób, co on. Że poradził sobie w tym wielkim świecie i nie ugiął się pod presją społeczeństwa czy przed osiłkami, przed którymi miał w zwyczaju bronić go Demyan.
Mimo wszystko ciepło zrobiło mu się na samą myśl, że mógłby ponownie spotkać się z nim w cztery oczy, jak brat z bratem po tylu latach rozłąki. Jego ból przynajmniej uśmierzyłaby pewność, że nadal żyje, co w jego mniemaniu było najważniejsze. Tak naprawdę nie obchodziło go to, czy jego brat ma rodzinę czy też dobrze mu się powodzi. Jego jedyną prośbą było to, aby nadal żył.  
Nie. Nie chciał o tym myśleć. Pomimo tego, że samotność często mu doskwierała lub zwykła tęsknota, nigdy nie zechciałby, aby Yuriy znalazłaby się w tym miejscu. Nie chciał, aby spotkały go te same rzeczy, co ludzi, którzy się tutaj pojawiają. Pozbawieni wspomnieć, słabi, zdezorientowani, faszerowani dziwnymi lekami... Wolał myśleć, że jego brat wspaniale sobie radzi za murami tego szpitala, z dala od niego. On był zbyt wielkim magnesem na problemy, więc miał nadzieję, że jakimś cudem Yuriy nie miał zamiaru go nigdy szukać, a przynajmniej nie teraz, po doszczętnym spaleniu szpitala. Świadomość, że jego brat mógłby tu być, jest zbyt okrutna.
W końcu pozwolił chłopakowi na dokończenie rysunku. Stanął obok niego, aby dobrze widzieć każdy jego ruch. Nie dlatego, że obawiał się, iż ten mu zaraz czmychnie. Skupiał się jedynie na jego dłoniach, które były w stanie wykonać tak piękne rysunki. Nie był pewien dlaczego, ale osoby posiadające talent artystyczny automatycznie zyskiwały w jego oczach. Już to zachęciło go do podjęcia konwersacji z nowo poznanym pacjentem. I chociaż był niemy (lub też głuchoniemy, skoro nie usłyszał nadejścia ochroniarza), dla Demyana nie stanowiło to problemu. Położył włączoną latarkę na podłodze, by światło skierowało się w stronę sufitu i oświetlało tańczące pyłki kurzu. Położył jedną dłoń na ręce blondyna, aby ten zaprzestał rysowania i wskazał na siebie. Wykonał jakieś ruchy rękoma, które w migowym prawdopodobnie oznaczały coś w stylu "tylko chwilę". Po tym zamyślił się na moment, marszcząc brwi. Dawno już nie używał migowego, więc obawiał się, że coś poszło mu nie tak. "Dla twojego i mojego własnego dobra" - dodał z tą samą beznamiętnością na twarzy co poprzednio. Przypatrzył się jeszcze chwilę rysunkowi, wykrzywiając usta w delikatnym uśmiechu. "Przypominasz mi mojego brata".
...Inaczej.
"Również nadzwyczaj ładnie rysował" (...Tak myślę.) - dopowiedział po chwili, czując, że bez tego jego słowa zabrzmiałyby co najmniej dziwnie.

_________________



#8a8a8a
.:: szwedzki :: rosyjski :: myśli ::.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yuriy
Zjawa

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lut 22, 2015 11:17 pm

Przez pierwszych parę chwil od podsunięcia ochroniarzowi kartki siedział dość sztywno, z niemal maksymalnie napiętymi wszystkimi mięśniami. Spodziewając się, że mężczyzna nic sobie nie zrobi z jego wytłumaczenia ani z jego dzieła i on, Yuriy,za chwilę poczuje mocne szarpnięcie do góry, a następnie odbędzie niezbyt przyjemną wędrówkę do swojego pokoju. Czas jednak mijał i nic się nie działo. Ochroniarz chyba zrozumiał, przez co Yuriy poczuł falę wdzięczności do niego. Wkrótce zupełnie się rozluźnił i znowu dał się pochłonąć rysowaniu. Niewiele mu zostało, niedługo skończy i przestanie nadwyrężać cierpliwość stróża. I wykorzystywać jego dobrą stronę (albo dobry humor) w bezczelny sposób, gdyż był prawie pewny, że rzadko zdarza mu się tak pobłażać pacjentom.
Następne minuty spędził na dorysowywaniu dziewczynie twarzy (miała zamknięte oczy i wyglądała na bardzo skupioną), nóg, których ułożenie lepiej pozwalało wyobrazić sobie lekkość jej ruchów oraz korony drzewa. Yuriy uznał, że jeśli uchwyci wiatr w liściach, będzie to jeszcze lepiej oddawało klimat całości. Ostatnie poprawki polegały jedynie na przyciemnieniu tła. Palce blondyna szybko i bardzo precyzyjnie wędrowały po kartce, wiernie oddając jego zamysł. Całość skończył wcześniej, niż sądził, więc kiedy poczuł na swojej ręce dłoń ochroniarza, pozostało mu już tylko złożyć swój podpis.
Najpierw jednak przeniósł swój wzrok na stróża. I zamarł z wyraźnym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, kiedy mężczyzna zaczął używać języka migowego. Ochroniarz potrafi migać? Ochroniarz?! Zdziwienie pozwoliło mu jedynie pokiwać powoli głową. Z lekko rozchylonymi wargami i gdy tylko się o tym zorientował, natychmiast zamknął usta. Poczuł rosnące zainteresowanie nocnym stróżem, nawet pomimo tlącego się gdzieś w nim poirytowania, że śmiał mu przerwać rysować i jeszcze wygania do pokoju (choć właściwie miał do tego pełne prawo, w końcu za to mu płacą)
Pewnie dlatego na jego uśmiech również odpowiedział uśmiechem. Nawet pomimo tego ukłucia zazdrości. Wspomniał o bracie, pamięta o przeszłości, pamięta kim był. Pewnie nie czuje tego zagubienia, jakie mu towarzyszy od początku obudzenia się w izolatce. Pewnie dzień w dzień nie zachodzi w głowę, co sprawiło, że jest właśnie takim, a nie innym człowiekiem (Yuriy dalej nie mógł wyzbyć się tego rozdwojenia jaźni). Zna siebie, czego Yuriy o sobie nie mógł powiedzieć, bo, choć to brzmi zabawnie, stanowił dla siebie niemałą zagadkę. Chociaż z drugiej strony, Yuriy nie wiedział, czy ma jakąś rodzinę poza szpitalem, nie wiedział, czy kogoś zostawił, czy ktoś za nim tęskni i czy on powinien za kimś tęsknić. I w pewnym sensie ta niewiedza była błogosławieństwem, ponieważ nie musiał się martwić, czy bliscy go szukają, czy ktoś za nim płacze, ponieważ nie miał pojęcia, czy ktoś taki w ogóle istnieje. Przecież równie dobrze zanim tu trafił, mógł być sierotą wychowaną w domu dziecka. To przecież całkiem prawdopodobna wersja.
W końcu otrząsnął się ze swoich myśli i bardziej przytomnym wzrokiem spojrzał na ochroniarza.
Mam nadzieję, że to dobre wspomnienie – pokazał powoli, gdyż i on już dawno nie używał języka migowego. – Nie chciałbym przywoływać twoich demonów – dodał jeszcze po chwili. Następnie, po krótkim zastanowieniu, pochylił się nad rysunkiem, ostatecznie zakończył go swoim podpisem, imieniem i nazwiskiem w prawym dolnym rogu, po czym płynnym ruchem podniósł się z ziemi. Wręczył mu swoje dzieło, a kiedy mężczyzna, pewnie chcąc nie chcąc, je wziął, zamigał parę słów:
Na pamiątkę. Bo straciłeś przeze mnie trochę czasu… Mam nadzieję, że choć trochę ci się podoba. – Znienacka Yuriy zaczął wyglądać na naprawdę zakłopotanego i nawet zawstydzonego, przestępując z nogi na nogę parę razy, choć jeszcze przed chwilą zdawał się być całkiem pewny siebie. Po chwili jednak nadepnął na talerz, który, najwyraźniej już wiekowy, pękł na pół. Chłopak lekko podskoczył i natychmiast zanurkował w dół, żeby zebrać do kupy uszkodzone naczynie… i odkleić ogórka ze stopy. Przecież miał na nim jeszcze nadgryzioną kanapkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Demyan
Voron

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Lut 25, 2015 12:20 am



Nie wiedział, czy zdziwienie na twarzy chłopaka go zdenerwowało albo może wręcz przeciwnie - schlebiało mu. Co było w tym takiego irytującego? Być może świadomość, że ktoś mógł uznać go, zwykłego ochroniarza, za analfabetę. Chociaż teraz, kiedy o tym myśli, uznał, że po prostu popada w paranoję. Co do drugiego... w jakiś sposób poczuł się dumny, że chłopak zaskoczony był tym - być może pozytywnie - że Demyan miga, jednak nie potrafił podać dokładnej przyczyny. Można powiedzieć, że ponownie poczuł się jak za dawnych czasów. Wtedy, gdy spokojnie żył wśród swojej rodziny, obok swojego brata i mógł mu czymś zaimponować. Może to dziecięce, ale mężczyzna zawsze czuł bliżej nieokreśloną radość, gdy tylko widział podziw na jego twarzy. Był chyba jedyną osobą, która obdarowywała go takim błyskiem w oczach, że zapominał o wszelkich problemach, które go dotyczyły. To on między innymi odegrał dużą rolę w podtrzymywaniu Demyana na duchu. Dzięki niemu nie czuł się przytłoczony odpowiedzialnością, która ciążyła na jego barkach. Potrafił z nią wytrzymać i iść dalej przez życie. Nawet wtedy, gdy wyszedł na wolność, w jego głowie uśmiech Yuriyego pozostał i towarzyszył mu w każdej chwili. Miał czasem wrażenie, że chłopak czuł się jak trzecie koło u wozu, ale chyba nie był świadomy tego, jak wiele dla niego robił.
Dokładnie, uśmiech. Da wiarę - nawet po tak długim czasie rozłąki - że był kropla w kroplę taki sam, jak u owego chłopaka. Przez to uczucie, iż ma przed sobą nikogo innego jak swojego brata, wzrosło. I zapewne dlatego starał się być dla niego taki miły. Z tego powodu postanowił pozwolić mu dokończyć rysunek. Dlatego że swojemu bratu nigdy nic nie odmawiał. Nie miał na to serca.
Nie sądził jednak, aby dobrym pomysłem było nawiązanie konwersacji z nim. Wiedział, że jeśli tylko będzie to ciągnął dalej, za niedługi czas poczuje w sobie obowiązek opiekowania się tym blondynem, tak samo jak było w przypadku Yuriyego. Nie chciał robić tego ponownie. Z jednej strony ciągnęło go do niego niczym magnes, ale z drugiej strony gdzieś ma wrażenie, że można by uznać to za zdradę. W końcu powinien ochraniać swojego prawdziwego brata, a nie zadowalać się kimś, kto jedynie mu go przypomina tak bardzo...
Potrząsnął głową, jakby chcąc wyzbyć się tych dziwnych myśli. Naprawdę, noc źle robi mu na głowę. Rozpamiętywanie tego w żadnym stopniu mu nie pomogło, a było wręcz przeciwnie - poczuł się zażenowany, jakby osoba obok niego słyszała słowo w słowo to, o czym myślał. Gdy już wrócił z powrotem na ziemię, przeczesał włosy, następnie przecierając powieki palcami, aby choć trochę zmniejszyć uczucie senności. Spojrzał się na pacjenta na wpół otwartymi oczami, po chwili próbując mu odpowiedzieć. "Pogodziłem się z pewnymi rzeczami, więc nie ma się o co martwić". Szczerze powiedziawszy nie była to do końca prawda, ale sam nie wiedział, w jaki sposób ma mu odpowiedzieć. Postanowił więc odpowiedzieć tak, żeby nie ciągnąć tego tematu, ponieważ czuł, jak powoli znowu zaczyna ogarniać go lekka melancholia. Z małym wahaniem wziął do ręki rysunek, który mu podarował. Nim jednak przeniósł na niego wzrok, zerknął na blondyna, który miał jeszcze coś do powiedzenia. Uśmiechnął się delikatnie, teraz pod światłem księżyca przyglądając się rysunkowi. Na pociągnięcia ołówka, rysy, tańczącą kobietę i... i nazwisko. Był zbyt ciekawy, żeby nie spojrzeć w tamtą część rysunku, ale teraz podświadomie zaczął tego żałować. Wpatrywał się w róg kartki jak zahipnotyzowany, bezgłośnie co rusz odczytując imię, nazwisko, a następnie znowu imię. Oczy, wcześniej widocznie delikatnie zaspane, teraz szeroko się otworzyły, jakby ten zobaczył ducha. Życie chyba sobie z niego zaczęło żartować. Nieświadomy tego, zaśmiał się, aby na koniec jego usta przyozdobił krzywy grymas. Z wpatrywania się w podpis wyrwał go dźwięk pękającego talerza. Kartka wypadła mu z rąk, a on automatycznie ukucnął przy nim. Chwycił jego dłonie w swoją jedną, aby ten niczego nie ruszał.
- Zostaw to - powiedział, choć dobrze wiedział, że go nie usłyszy. Drugą ręką odłożył kawałek chleba na bok, zbierając szczątki naczynia. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył. Chciał w to uwierzyć, ale nie był w stanie się na to zdobyć. Yuriy... tutaj? W końcu puścił dłonie chłopaka i zostawił w spokoju złamany talerz. Oparł głowę o rękę, którą zasłonił sobie oczy. Gdyby tylko blondyn mógł go zobaczyć, zauważyłby oczy szeroko rozwarte nie tylko z szoku, ale i z przerażenia. Zacisnął wargi, na koniec przecierając twarz dłonią. Już spokojny spojrzał się na Yuriyego łagodnym wzrokiem. Posłał mu ten sam uśmiech, którym raczył go wiele lat temu. Ten, który sam nachodził mu na usta, kiedy tylko go zauważył. Przez moment był nawet w stanie uwierzyć, że osoba przed nim to jego brat. I być może nawet by się tak stało, gdyby nie fakt, że już dawno stracił jakąkolwiek nadzieję na odzyskanie go. Nie mógł uświadomić sobie, że człowiek najbliższy jego sercu był przez tyle lat w tym samym miejscu co on, a Demyan zauważył go dopiero teraz. To było niemożliwe. Obecność Yuriyego tutaj była niemożliwa. Cała ta sytuacja wyglądała jak urywek z filmu klasy B. A nawet jeżeli blondyn rzeczywiście był jego bratem... Sam teraz nie wie, czy by tego chciał. Wolał żyć w świadomości, że nikt z jego bliskich nie trafił do miejsca takiego jak to. I nie jest to jedyny powód. Demyan wyrządził swojej rodzinie wiele krzywd i nie chciał zrobić tego kolejny raz. Nie teraz. Nigdy.
Uśmiech spełzł z jego twarzy, a pojawił się na niej z powrotem oschły wyraz. Wstał na równe nogi, szczątki talerza kopiąc w kąt pokoju. "Bierz swoje cztery litery do pokoju" - zamigał, podnosząc latarkę i uderzając w nią kilka razy, aby ta zaczęła działać jak należy. Już się odwracał, aby wyjść z pomieszczenia, ale na koniec zerknął jeszcze na chłopaka. Koniec końców jedynie zacisnął wargi i ruszył przed siebie, aby dokończyć nocną wartę.

[ z/t ]

_________________



#8a8a8a
.:: szwedzki :: rosyjski :: myśli ::.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 
Salon
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: I BUDYNEK :: Pierwsza część-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty