IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Korytarz

Go down 
AutorWiadomość
Lucien
Pan Grabarz

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 07/02/2015

PisanieTemat: Korytarz   Sro Lut 11, 2015 8:51 pm

Długi i nieco wąski korytarz bez okien i jakiegokolwiek oświetlenia, prowadzący z jednego budynku do drugiego. Na ścianach wiszą prawdopodobnie jakieś obrazy. Przechodząc przez niego, zapominasz, czy nadal jest dzień, czy może już zaczyna się noc. Czas, w którym pojawiają się duchy oraz inne stworki, które krzątają się po podłodze i są winowajcami tych wszystkich dziwnych odgłosów, przez które przechodzą ci ciarki po plecach. Podłoga wyłożona jest ciemnymi, skrzypiącymi panelami, a ściana obdrapaną tapetą, której kolor ciężko zidentyfikować. Prócz obrazów, na ścianie wiszą również lustra. Po jednej i po drugiej stronie. Przez to idąc przez korytarz mamy wrażenie, jakby ktoś nas obserwował. I wcale nie musi być to nasze odbicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sykehus.forumpl.net
Marie
Desdemona

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Lut 21, 2015 9:53 pm

theme
Od dawna pustka, która otaczała umysły biednych, niewinnych dusz krzątających się po szpitalu, nie była bardziej odczuwalna niżeli dziś. Korytarz, który z reguły nie tętnił życiem wydawał się dziś nad wyraz cichy, jedynie szept wiatru dochodzący niewiadomą drogą dawał ułamek poczucia bezpieczeństwa – paradoksalnego bezpieczeństwa, wszak w takim miejscu nikt nie jest bezpieczny. Jednak skąd mamy wiedzieć co jest dla nas bezpieczne? Jedni czują strach w pobliżu robactwa, a inni pośród ciszy. Co wpływa na nasz strach? Obrazy? Wzrok z pewnością jest jednym z ważniejszych czynników jakie kształtują nasze postrzeganie, albowiem to on odbiera najważniejsze bodźce, przez które czujemy strach. Co się jednak stanie jeśli dana osoba nie widzi? Kiedy brak żywej duszy wokół jest czymś przyjemnym, a nie jedynie bodźcem powodującym obawy? W tym przypadku należy zwrócić się z pytaniem do takiejże właśnie osoby, która nie jest w stanie widzieć.
Maria siedziała przy ścianie, delikatnie dłubiąc w niej srebrną łyżeczką. Skrobanie było ledwo słyszalne, a osypująca się stara tapeta oraz tynk, bezpardonowo brudziły ubranie pacjentki. Długie palce młodej kobiety co chwilę, biegły wzdłuż wydrążonych tuneli i badały to co zostało przed sekundą stworzone. Brak wzroku wynagradzały inne zmysły, w tym słuch, który pozwalał Marie usłyszeć każdy nowy dźwięk jaki miałby się pojawić w korytarzu, ale koniec już tej dygresji. To co rzeźbiła sztućcem pacjentka, z pozoru mogłoby wydawać się jedynie dziwnymi kreskami, które wiodą do góry, by rozdzielać się na mniejsze części. Dopiero gdy ktoś przyjrzy się bliżej jest w stanie dostrzec coś na kształt drzewa, które sięga do połowy długości ściany, a jego gałęzie otaczały kąt jednego z zawieszonych luster, co dawało wrażenie, jakoby dekoracja nie wisiała na ścianie, a raczej wpierała się na płaskorzeźbie drzewa.
„Rzeźbiarka” wydawała się nad wyraz zrelaksowana przy tejże czynności, było to spowodowane samotnością i poczuciem bliskości otaczających ją ścian. Wsparta jedną, wyciągniętą nogą o drugą ścianę, stanowiła przeszkodę na cały korytarz, więc jeżeli ktoś chciałby przedostać się na drugą stronę, musi niestety w momencie mijania Marii podnieść nieco wyżej nogi.  Parafrazując, można rzec, iż dziewczę wygląda jak syrena wygrzewająca się na skale w promieniach słońca, z tą różnicą, że nie ma ogona.
Korytarz był ciemny, jednak Marie nie potrzebowała światła skoro na co dzień go nie dostrzegała. Dla kogoś, kto jednak potrzebował nieco refleksów świetlnych, idąc z jednego do drugiego budynku był w stanie zauważyć koniec korytarza, gdzie wieńczył go pokój oświetlony migocącą lampą. Poniekąd ów światło zaglądało wewnątrz korytarza (tylko na początku) gdzie właśnie gościło dziewczę o wyglądzie upiora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Delorie
Smakosz

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lut 22, 2015 12:06 am

Delorie szła korytarzem rozmyślając o różnych rzeczach. Jej priorytetem była oczywiście sprawa dotycząca tego co zje na kolację. Nie miała przy sobie preferowanego mięsa, więc będzie musiała się zadowolić tym co znajduje się w zapasie kuchni. Jest to nad wyraz smutne dla naszej Smakoszki, bo niestety nie pójdzie spać zadowolona z spożytego posiłku. Druga sprawa, która ją męczyła to zdecydowanie brak bratniej duszy albo czegoś w tym rodzaju. Każdy potrzebuje się od czasu do czasu komuś wygadać nawet taki potworek jak Del. Po trzecie, Machiavelli skończyła już czytać książkę o anatomii ludzkiej i teraz nie wie co sobie wypożyczyć, nic innego ją jak na razie nie interesuje, a trzeba jakoś zabić nudę.
Stukot obcasów Cyan dało się słyszeć jeszcze zanim pojawiła się na horyzoncie. Było to spowodowane tym że Delorie wprost uwielbia stukać owymi obcasami, bo wtedy czuje się taka dorosła, dojrzała i w ogóle. Zresztą stukotem poprawiała sobie humor idąc przez ten korytarz, który był dość upiorny, a te lustra wiszące dookoła tylko upewniły ją w tym aby najszybciej stąd zniknąć.
Kiedy dziewczę ujrzało ową „rzeźbiarkę” omal nie podskoczyło ze strachu. Na całe szczęście nie wydało z siebie żadnego upokarzającego krzyku. Sama nie wiedziała, co ją takiego przestraszyło, przecież nie takie rzeczy już widziała w tym przedziwnym szpitalu. Ale z pewnością przez chwilę w Cyan zagościło uczucie niepokoju kiedy ujrzała dziewczynę, której aparycja zbliżona była bardziej do upiora niż do człowieka. Do tego ta lampa, która również dawała to niezdrowe uczucie niepokoju.
Kiedy w końcu jej oddech się uspokoił, Cyanide powoli podeszła do nieznajomej. Chwilę na nią patrzyła, by potem przenieś swój wzrok na jej dzieło sztuki, nad którym pracowała. Del przekrzywiła główkę w bok, pozwalając niesfornym włosom spaść na prawe ramię, aby lepiej to wszystko widzieć. Już nie od dziś wiadomo, że Delorie jest straszliwie wścibska, tak więc  widząc coś niecodziennego musiała podejść i to zobaczyć.
- Bardzo ładnie- skwitowała, oglądając artystyczne popisy nieznajomej.
Naprawdę jej się podobało i to nie tylko dlatego że sama nie potrafi nic zrobić jeśli chodzi o sztukę, po prostu to było takie… Inne, specyficzne, piękne. Po chwili  dziewczyna nachyliła się bliżej Marie i ją powąchała. Ot, taki niezdrowy zwyczaj kanibala. Ku jej zdziwieniu artystyczna-upiorzyca pachniała bzami. Del spodziewała się zupełnie innych zapachów po owej mrocznej dziewczynie, no ale bzy… Dlaczego nie?
- Jestem Delorie, ale wolę jak inni mówią na mnie Cyanide lub Cyan- oświadczyła, siadając obok nowo-poznanej artystki.
No i popatrzcie, jeden problem z głowy, bo nasza Del znalazła sobie człowieka, z którym będzie mogła porozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie
Desdemona

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 15/02/2015

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lut 22, 2015 2:09 am

Cudowną ciszę przerwało stukanie obcasów, z początku ciche i dalekie, ale z czasem zaczęło wzbierać na sile. Marie sama w sobie poczuła jedynie ukłucie w okolicach żołądka, wszak samotność stała się zagrożonym skarbem. Być może dla innych byłoby to czymś radosnym, jednak Maria wciąż bała się tego iż spotka kogoś nieznajomego, kto niekoniecznie ma względem niej dobre zamiary. Choć sama się z tym nie spotkała – a raczej po prostu tego nie pamiętała – to te obawy dręczyły ją za każdym razem gdy zbliżał się ktoś i niszczył pożądaną samotnię. Rzecz jasna odwrotnie było gdy kogoś wyczekiwała lub jeśli opuszczał ją ktoś kogo dobrze znała. Jednakże mniejsza o to… Kroki zdawały się coraz głośniejsze, a Marie udawała, że ich nie słyszy. Nawet nie raczyła unieść powiek i zerknąć w kierunku napływających dźwięków. Zaprzestawszy zainteresowania nadchodzącą osobą, skupiła się na płaskorzeźbie i zaczęła drążyć weń fakturę gałęzi, gdyż dlaczego nie? Chwilowa cisza napawała atmosferę lekkim napięciem toteż łyżeczka omsknęła się delikatnie i rys faktury wyskoczył, za brzeg pnia, tworząc niewielką, odstającą gałązkę.
Mimo rejestrowania otaczających ją bodźców, jej kark pokryła gęsia skórka gdy usłyszała komplement względem swej ‘sztuki’. Rzadko ktokolwiek wyrażał się na ten temat. Właściwie to dosyć ciężko by mieli do tego okazję, wszak rzeźbiącej Marie nie widuje się często. Natomiast jej wyrzeźbione „szlaczki” dosyć nierzadko objawiają się na ścianach szpitala. Parę razy słyszała, że ktoś o nich mówi ale zazwyczaj nie pozytywnie, raczej się ich obawiają. Niby dlaczego? Przecież to czyste, ekspresyjne wyrażenie siebie. Choć… wiele z tego artyzmu czerpie się z dotykania faktury tego niewinnego aktu kreacji i to jest jego główny atut, nie wizualny wygląd. Wgłębienia, wypukłości, przerwane wzory… dopiero dotknięcie ich daje człowiekowi możliwość bycia dużo bliżej dziewiczej sztuki rzeźbionej srebrną łyżeczką ze szpitalnej zastawy stołowej.
- Dziękuję. – mruknęła, po czym na jej ustach zawitał uśmiech. Być może nie należał do najcudowniejszych, ale był szczery, a poniekąd zakrapiany zawstydzeniem. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że owe dziewczę ją obwąchuje, ale zwaliła to na swój płatający figle umysł i stuknęła łyżką o ścianę, aby oczyścić ją z tynku, następnie odłożyła ją obok siebie i zwróciła swoje spojrzenie ku domniemanej rozmówczyni. Głos wydawał się jej nad wyraz młody i dziecinny… może jednak nie będzie aż tak źle, skoro przyszło jej rozmawiać tylko z dzieckiem? Uśmiech już dawno spełznął z jej twarzy, przez co jej ‘upiorność’ wróciła do łask.
- Delorie, panienko droga i przemiła, rada jestem iż żeś się tu zawiła. Jednak pozwól mi drogi kwiecie, iż przy imieniu twym prawym zostanę, pókim na świecie. – zrymowała to co pierwsze przyszło jej na myśl i nachyliła się ku swej towarzyszce „patrząc” prosto w oczy. Zaśmiała się lekko i zwiewnie, przywodząc na myśl stukanie kryształu o kryształ, co na dłuższą metę stałoby się nieznośne.
- Chciałam tylko rzec, że milej mi wypowiada się twe imię niżeli pseudonim. – rzekłszy to oparła się o ścianę i podciągnęła nogi bliżej siebie, jakby chciała przepuścić przez korytarz niewidzialnych wędrowców.
Maria zwykła zwracać się ku innym ich prawowitym imieniem, a najlepiej bez żadnych skrótów. Było to bardziej wyniosłe i zaznaczało prawdziwy charakter danego człowieka. Lubiła to, ta szczerość, której jej samej często brakowało w zwykłych rozmowach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Delorie
Smakosz

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 16/02/2015

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Mar 01, 2015 8:10 pm

Dziewczyna wydawała się być dość spokojna, pomimo tego że nasza Del ją powąchała. Pierwszy raz spotkała się z tak łagodną reakcją, a raczej brakiem owej reakcji. Może po prostu nieznajoma tego nie poczuła… Całe szczęście, bo pewnie Machiavelli straciłaby kolejnego rozmówce, a jak już było wyżej wspomniane Delorie potrzebowała się komuś wygadać.
Spodobało jej się to że nowo-poznana persona mówi wierszem, było to dość niecodzienne i przyjemnie się tego słuchało. W dodatku jej uśmiech też był uroczy, przynajmniej nie bała się uśmiechać, tak jak nasza Cyan, która przeważnie tym grymasem  odstraszała ludzi ze względu na jej strasznie ostre kły.
- Nie ma za co, naprawdę dobrze... rzeźbisz- powiedziała poczym dotknęła palcem owej ściany.
W dotyku nie było to dość przyjemne, ale wyraźnie było czuć te wszystkie wyżłobienia. Delorie chwile tak na tym trzymała swój palec, lecz później stwierdziła, że dziewczynie może to przeszkadzać. W końcu nasz Smakosz nie zamierzał psuć rzeźbiarce dnia.
- Ja jednak nalegam abyś mówiła do mnie przezwiskiem, niezbyt lubię swoje imię- odrzekła po chwili ciszy.
Tak, taka smutna prawda. Cyanide uważała, że jest ono zbyt łagodne, po prostu do niej nie pasowało zważywszy na jej potworny charakterek i straszliwe upodobania względem spożywanego pokarmu. Dlatego woli się przedstawiać jako bardzo trująca substancja. Jest to w jakiś sposób dla dziewczyny rekompensata za to że prowadzi taki, a nie inny styl życia.
- Co Cię skłoniło do zrobienia tej rzeźby na ścianie?- spytała ciekawska Cyanide.
Sama nigdy  nie wpadłaby  na pomysł aby coś takiego zrobić. W sumie to zastanawiała się dlaczego akurat taki wzór wybrała dziewczyna. Mogła zrobić co tylko chciała, więc dlaczego zrobiła coś tak ponurego jak to drzewo. Może i sprawiała dziwne pierwsze wrażenie upiorzycy, ale naszej Del wydawało się, że jest całkiem pozytywną osobą. A przynajmniej na to wskazywał jej ton głosu i wiersz, którym mówiła.
W pewnym momencie Delorie wstała i zaczęła chodzić po korytarzu pozwalając kontynuować Marie jej rzeźbiarstwo. Zastanawiała się jakie pytania może zadać dziewczynie. W jej głowie kłębiło się tyle pomysłów, lecz najpierw zaczęła od czegoś prostego:
- Jesteś na coś chora? Ja mam zaawansowaną anoreksje,  zresztą to widać… Poza tym uwielbiam zabawy ogniem oraz mam dość wybredny gust do tego co jem…
Nadzwyczajne było to że Cyan się tak otwarcie o sobie wypowiedziała nieznajomej, która nawet nie raczyła się przedstawić. No, ale może była zajęta rzeźbiarstwem, nie jej wina że przypałętała się Pani Wścibska i zaczęła ją o wszystko wypytywać. W tym momencie Del czekała na jakiś znak od Marie, czy kontynuowanie tej rozmowy ma dalszy sens, bo jeśli "upiorzyca"nie życzy sobie jej towarzystwa to co się Machiavelli będzie narzucać, o.
15.05.2015
Znaku jednak nie otrzymała i z korytarza sobie poszła.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Korytarz.
» korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: II BUDYNEK :: Pierwsza część-
Skocz do:  









~**~
I love PBF
Halo PBF
Vampire Knight
AXIS MUNDI
Kuroko no basuke
BlackButler
HogwartDream
Wild Land AAF
Pogrzebowe Wino
Partnerstwo & Toplisty